Obserwowane na ostatniej sesji 2007 roku pogorszenie nastrojów w Warszawie (WIG20 -2,1 proc.; WIG -1,6 proc.) i na Wall Street (S&P500 -0,7 proc.; Nasdaq Composite -0,8 proc.), w połączeniu z obserwowaną dziś w nocy lekką przewagą sprzedających na czołowych azjatyckich parkietach, raczej nie zachęcają do kupna akcji. Zwłaszcza, że większość prognoz na 2008 roku wskazuje na niewielkie dodatnie stopy zwrotu, przy jednoczesnym podkreśleniu oczekiwanej dużej zmienności. Oczywiście można przyjąć, że większość się myli. Tyle tylko, że równie dobrze może to oznaczać większe wzrosty w najbliższych 12 miesiącach, jak i duże spadki.

Przed dzisiejszą sesją zbyt wiele powodów do optymizmu nie daje również to, co wydarzyło się na GPW w grudniu. Widać to dokładnie na wykresie indeksu szerokiego rynku. Po listopadowej przecenie, która sprowadziła WIG do poziomu 54575,42 pkt. (ceny zamknięcia), w grudniu nastąpiło co prawda silne odbicie, jednak popyt szybko został spacyfikowany i 3 tygodnie później dołek z listopada ponownie był testowany.

Pomimo, że wsparcie zostało obronione przez WIG, to trudno takie zachowanie zakwalifikować jako czynnik świadczący o sile rynku. Zwłaszcza, że wskaźniki w dziennej i tygodniowej kompresji wyraźnie sygnalizują możliwość kontynuacji spadków. Ich wymowy nie łagodzi nawet rosnące znaczenie szerokiej strefy 54000-55500 pkt. jako bariery popytowej. Jej obrona wymagać będzie coraz więcej determinacji ze strony kupujących. Jeżeli więc warszawska giełda nie dostanie wsparcia ze strony światowych rynków akcji, to już wkrótce strefa ta może przerodzić się w silną, ale podażową barierę.

Dzisiejsze notowania na GPW powinny rozpocząć od spadków, będących pochodną rosnącej awersji do ryzyka na świecie. Nie będą one jednak duże. Instynkt samozachowawczy rodzimych inwestorów, powinien bowiem ograniczyć ich skalę i przynieść stabilizację notowań. Bez negatywnych impulsów z Wall Street, gdzie wciąż są kreowane światowe trendy, spadki w Warszawie mogą mieć jedynie dość ograniczony charakter. Tymczasem Amerykanie już wielokrotnie zaskakiwali. Dlatego wychodzenie przed szereg i wyprzedaż rano polskich akcji, bez wcześniejszych silnych impulsów z USA (również w postaci zagrożenia przeceną), byłoby mało logiczne.

Ewentualna zauważalna poprawa sytuacji na europejskich giełdach, czy później na Wall Street, będzie dziś zachęcać do kupna polskich akcji. Inwestorzy mogą bowiem ją traktować jako zapowiedź tradycyjnych wzrostów na początku roku. I dlatego dzisiejsza sesja jest tak istotna. Będzie ona bowiem decydować o nastrojach na rynkach akcji.