Piątkową słabość warszawskiej giełdy można częściowo zrozumieć. Brak sesji w dniu dzisiejszym, w sytuacji gdy Wall Street pracuje, i kiedy są jeszcze publikowane dane o amerykańskiego rynku nieruchomości, niesie bowiem ze sobą pewne dodatkowe ryzyko. Tyle tylko, że nawet wówczas trudno uzasadnić aż tak dużą przecenę indeksu dużych spółek. Chyba, żeby przyjąć, że inwestorzy patrzyli na rynek w nieco szerszej perspektywie, a ta faktycznie nie prezentuje się najlepiej dla akcji.
Powyższa teza znajduje obecnie uzasadnienie przede wszystkim w sytuacji technicznej indeksów sWIG80 i mWIG40. Tworząca się od wakacji pięciofalowa struktura każe przygotować się na dalszą wyprzedaż akcji małych i średnich spółek jeszcze w I kwartale 2008 roku. Celem tej wyprzedaży mogą wyznaczać 5-letnie linie hossy, które aktualnie tworzą wsparcia na poziomie 3300 pkt. (mWIG40) i 13000 pkt. (sWIG80).
Nieco korzystniej dla popytu prezentuje się sytuacja na wykresie WIG20. W odróżnieniu od opisanych wyżej indeksów, nie można bowiem jeszcze mówić o bessie. Tyle tylko, że systematycznie pogarszająca się od wakacji sytuacja sprawia, że silne sygnały sprzedaży dosłownie wiszą na włosku. Takim sygnałem będzie wybicie poniżej sierpniowego dołka (3329,88 pkt.), potwierdzające wcześniejsze przełamanie długoterminowej linii hossy (3440 pkt.). Takie wybicia oznaczać będą otwartą drogę do 2860 pkt. Należy jednak pamiętać, że osiągnięcie tego poziomu nie będzie realne, jeżeli wraz z wybiciem WIG20 nie nastąpi wybicie amerykańskiego indeksu S&P500 poniżej analogicznego sierpniowego dołka (1406,70 pkt.). Polski indeks dość wiernie naśladuje bowiem S&P500.