W sytuacji gdy główne europejskie indeksy pozostawały na solidnych, ponad jednoprocentowych plusach, strach na GPW był dawkowany stosunkowo oszczędnie i przejawiał się powolnym osuwaniem WIG20, który to ruch naśladowały zresztą inne rodzime indeksy. O godzinie 15-tej WIG20 osunął się do 3465,84 pkt. i rósł o niecałe 0,6 proc.
Ostatnia godzina przyniosła małe "przepychanki" pomiędzy popytem a podażą, ale nie doszło do gwałtownych zmian. Ostatecznie WIG20 zakończył dzień na poziomie 3482,63 pkt., rosnąc o 1,05 proc.
Dzień trzech wiedź nie przyniósł więc szczególnie dużych emocji. Takich emocji nie powinny przynieść również sesje w czwartek i piątek, które składają się na giełdowy tydzień. Jednak to czy faktycznie tak będzie, przede wszystkim będzie zależało od tego co w dziś i w środę wydarzy się na Wall Street, a na co rodzimi gracze będą mogli zareagować dopiero w czwartek. Przy czym trzeba zaznaczyć, że prezentowane przed weekendem dobre i bardzo dobre nastroje w USA sprawiają, że raczej trzeba się liczyć wzrostowych, niż spadkowych sesji w czwartek i piątek na GPW. Dlatego też pewnie nie myli się 55 proc. typujący Wigometr, którzy wskazują na wzrosty w tym tygodniu, a w błędzie może być 18 proc. typujących spadki.
Sytuacja techniczna na dziennym i tygodniowy wykresie WIG20 wskazuje na możliwość wzrostu w tym świątecznym tygodniu. Tak m.in. należy interpretować wyrysowane w ostatni wtorek i środę dzienne świece, które dolnymi cieniami testują m.in. długoterminową linię hossy. Tak też należy interpretować podobną święcę na wykresie tygodniowym.
W tym miejscu trzeba od razu zaznaczyć, że jest to tylko zapowiedź poprawy w krótkim terminie. W perspektywie kolejnych tygodni, w dalszym ciągu spadki, będące następstwem obserwowanego od wakacji pogorszenia koniunktury, pozostają prawdopodobnym scenariuszem. I to pomimo, że na wykresie WIG20 wciąż nie ma silnych średnioterminowych sygnałów sprzedaży. Takim sygnałem będzie dopiero wybicie poniżej sierpniowego dołka (3329,88 pkt.), potwierdzające wcześniejsze przełamanie długoterminowej linii hossy (3440 pkt.).