Powody takiego, a nie innego zachowania inwestorów w ostatnich dniach są oczywiste. Kupowali oni przecenione akcje, gdyż ze światowych giełd, ze szczególnym wskazaniem na Wall Street, nie płynęły mocno negatywne impulsy. Tymczasem bardzo ciężko sobie wyobrazić spadek indeksu dużych spółek poniżej sierpniowego dołka, w przypadku gdy podobne wybicie nie ma miejsca na indeksie S&P500, którego zachowanie WIG20 w dużej mierze powiela.
Oczekując wzrostów w czwartek, trzeba oczywiście zaznaczyć, że jest pewne „ale”. I to wcale nie takie małe. Tym „ale” są wygasające jutro kontrakty terminowe. Skala działalność arbitrażystów na warszawskim parkiecie sprawia, że dzisiejsze, a przede wszystkim jutrzejsze zamknięcie może być całkowicie losowe. Inwestorzy mając tego świadomość, mogą dość ostrożnie podchodzić do kupna akcji.
Jest jednak mała różnica pomiędzy dzisiejszą, a jutrzejszą sesją. W piątek strach przed arbitrażem może paraliżować rynek. Dziś natomiast, budowany na podstawie analizy technicznej i impulsów płynących z giełd światowych, wzrostowy scenariusz, może zostać przekreślony tylko przez zdecydowaną wyprzedaż akcji przez arbitrażystów. Jeżeli tej nie będzie, rynek akcji powinien zakończyć sesję wzrostami.
Aktualna sytuacja techniczna na wykresach indeksów WIG i WIG20 wskazuje, że w krótkim terminie rynek znalazł się na rozdrożu. Oba indeksy pozostają obecnie bardzo blisko silnych technicznych poziomów, jakie na wykresach dziennych tworzą kilkuletnie linie hossy i listopadowe dołki. Są to odpowiednio poziomy 54200-54575 pkt. i 5440-5448 pkt. Ich zdecydowane i trwałe pokonanie, otworzy drogę do spadków o około 15 proc. Obrona wsparć tylko odsunie w czasie ten wyrok, gdyż spadki raczej są nieuniknione.
W czwartek na warszawskiej giełdzie zadebiutuje większościowy udziałowiec Banku Pekao, włoski Unicredit. Będzie to 23 spółka zagraniczna notowana na GPW i 12 zagraniczny debiut w tym roku.