Sytuacja nie jest jednak podbramkowa. Takie wnioski nasuwają się z analizy dzisiejszego zachowania azjatyckich parkietów. Pomimo, że generalnie w Azji dominowały spadki, to często były one stosunkowo niewielkie, albo też po początkowej dużej przecenie wywołanej wczorajszą gwałtowną wyprzedażą na Wall Street, straty w kolejnych godzinach były minimalizowane (vide Nikkei).

Takie zachowanie azjatyckich giełd pokazuje brak wiary w możliwość silniejszych spadków w USA. Gracze na chłodno przemyśleli sprawę i doszli do wniosku, że wtorkowa przecena w USA była tylko gwałtowną realizacją zysków po decyzji Fed, a nie trwałym odwróceniem trendu. Jeżeli ten pogląd podzielą europejscy inwestorzy, a to nie jest wykluczone, to dość szybko strach wywołany wczorajszą wyprzedażą na Wall Street, zastąpi nadziej na powrót wzrostów.

Dotyczy to również warszawskiej giełdy. We wtorek rodzimi gracze pozbywali się akcji przed posiedzeniem Fed, co przełożyło się na spadki wszystkich indeksów. W przypadku indeksu WIG20 doprowadziło to nawet do pewnego pogorszenia sytuacji technicznej, jakie nastąpiło w momencie kolejnego nieudanego ataku popytu na listopadową lukę bessy 3702-3727 pkt.

Mając jednak na uwadze zachowanie rynków azjatyckich, ze szczególnym wskazaniem na przebijającą się nadzieję na powrót wzrostów w USA, można mieć duże wątpliwości czy WIG20 potwierdzi dziś swym zachowaniem poniedziałkowo-wtorkowe problemy ze wspomnianą luką bessy. Sesja na GPW owszem rozpocznie się od wyraźnych spadków i te spadki mogą początkowo nawet przybrać na sile, jednak w miarę upływu czasu powinna zwyciężać właśnie nadzieja na pozytywny rozwój wypadków w USA.

Dzisiejsza sesja na Wall Street będzie mieć kluczowe znaczenie dla kształtowania się koniunktury na światowych rynkach akcji pod koniec roku. Będzie ona decydować o tym, w jakich nastrojach rynki będą czekać na czwartkowo-piątkowe dane o listopadowej inflacji CPI. Jeżeli będą one nienajlepsze, to już zgodne z oczekiwaniami dane o inflacji, mogą dobić byki, prowokując mniejsze lub większe spadki do końca roku. Powrót dobrych nastrojów natomiast sprawi, że nawet silny wzrost cen, który będzie zmniejszał szanse na dalsze obniżki stóp przez Fed, mógłby zostać zignorowany.