Wszystkie te oczekiwania szybko jednak spaliły na panewce. Od samego rana handel na warszawskim parkiecie był wyjątkowo aktywny, a obroty zadziwiająco wysokie. Ponadto lokalni inwestorzy nie przejmowali się marazmem panującym na największych giełdach kontynentu i już o poranku popędzili indeks krajowych blue chipów w kierunku istotnego poziomu 2350 pkt, który zdobyty został z dziecinną łatwością. Podaży było jak na lekarstwo, ale najwyższe notowania indeksu od połowy marca zobowiązywały i nie wystarczyło sił na więcej. Na uwagę zasługiwały także zmiany indeksu WIG, który w przeciwieństwie do WIG20 uwzględnia wypłacane dywidendy. Otóż ten indeks szerokiego rynku ocierał się o poziomy najwyższe od 4 sierpnia minionego roku, co musiało sprowokować podaż do działania. W końcu miejsce do realizacji zysków na rozgrzanych do czerwoności spółkach finansowych wydawało się znakomite.

Popołudniem rzeczywiście kursy dotychczasowych lokomotyw zwyżek nieco się obniżyły i towarzyszyły temu bardzo wysokie obroty. Najwidoczniej nie brakowało osób, które obecne poziomy wykorzystały do sprzedaży, ale z drugiej strony wiele inwestorów wciąż chciało po obecnych kursach kupować. Wszystko to sprawiło, że ciężko było o typową realizację zysków i indeksy tkwiły na wysokich poziomach.

Podczas tego zatrzymania niepostrzeżenie na rynek napłynęły dane makro, które jednak ostatnim zwyczajem nie miały wpływu na postępowania kupujących. Warto jednak wspomnieć, że publikacje z amerykańskiego rynku nieruchomości tryskały optymizmem. Co prawda ilość rozpoczętych budów domów spadła w lipcu o 1,1% w relacji miesięcznej, ale czerwiec był pod tym względem najlepszym miesiącem od października 2008 roku, więc lekka korekta nie mogła dziwić. Z kolei ważniejsza - gdyż wyprzedzająca - liczba wydanych pozwoleń wzrosła znaczniej bardziej niż oczekiwano i osiągnęła poziom 812 tys., co było najlepszym wynikiem od czterech lat. To nie są dane wyzwalające hurraoptymizm, ale świadczące o tym, że dotychczasowa kula u nogi amerykańskiej gospodarki, czyli sektor nieruchomości, powoli wraca do zdrowia. Z innych publikacji wyłaniał się raczej negatywny obraz, ale minięcie się z oczekiwanymi w przypadku cotygodniowej ilości wniosków o zasiłek dla bezrobotnych było śladowe, a słaby odczyt indeks Fed z Filadelfii dobrze wpisywał się w obraz wczoraj zaobserwowany w regionie Nowego Jorku. Wspólny mianownik tych danych jest taki, że maleją szanse na kolejną rundę ilościowego luzowania ze strony Fedu, a uruchomienie pras drukarskich już w przyszłym miesiącu wydaje się wręcz niemożliwe. Tym niemniej inwestorzy się tym nie przejmują lub starają się żyć w błogiej nieświadomości, która ostatecznie wywindowała indeks WIG20 1,1% powyżej wtorkowego zamknięcia. Wydaje się, że byki na parkiecie panują niepodzielnie, ale korekta może czyhać tuż za rogiem. W końcu aktualne poziomy aż proszą o choćby niewielką, ale przynajmniej oczyszczającą rynek realizację zysków.