Uwzględniając, że obserwowane obecnie spowolnienie polskiej gospodarki w znacznie większym stopniu odbije się na mniejszych spółkach, niż na giełdowych tuzach, to końca trendu spadkowego należałoby oczekiwań przynajmniej do wiosny 2008 roku (właściwie będzie to można ocenić najwcześniej na początku przyszłego roku).

Są jednak i dobre wiadomości. Spadek ten nie będzie miał charakteru ciągłego i każda fala wyprzedaży będzie przerywana odbiciami. Nie jest wykluczone, że od takiego, trwającego nawet 1-2 miesiące odbicia indeksów mWIG40 i sWIG80 jest już dość blisko.

Oba indeksy powoli zbliżają się do poziomów 3400 pkt. i 13700 pkt., które analiza techniczna wyznacza jako potencjalne punkty zwrotne. Natomiast z punktu widzenia kształtowania się rynkowych nastrojów, do zmiany spadkowej tendencji brakuje już tylko panicznej wyprzedaży. Takie skrajne emocje na giełdzie w zdecydowanej większości przypadków kończą bowiem pewien rynkowy etap. W tym przypadku etap wyprzedaży.

Indeks WIG20 grupujący największe spółki notowana na GPW od miesiąca traci na wartości. Z uwagi na czas trwania spadków, ich niewielką skalę (tylko -10 proc.), brak technicznych średnioterminowych sygnałów sprzedaży, a przede wszystkim dużo większą odporność na cykliczne spowolnienie gospodarcze niż w przypadku małych i średnich spółek, obecnie nie możemy mówić o bessie w tym segmencie rynku.

Dość łatwo jednak wyznaczyć granicę oddzielającą scenariusz optymistyczny, zakładający trend boczny w najbliższych miesiącach, od pesymistycznego. Jest nim poziom sierpniowego dołka na WIG20, którego pokonanie doprowadzi do utworzenia zapowiadającej spadki średnioterminowej formacji podwójnego szczytu. Zważywszy, że takie wybicie byłoby zbieżne z powstaniem podobnych podażowych formacji na wykresach czołowych światowych indeksów (zwłaszcza S&P500), to użycie wówczas słowa „bessa” byłoby racjonalne. Jednak nie wcześniej.