Tyle tylko, że w tym samym czasie kontrakty terminowe na amerykański indeks S&P500 szły w dół jedynie o 0,1%. O co więc tu chodzi nie wie nikt, a głównym czynnikiem determinującym poziomy cen akcji zdają się być emocje.
Uwaga rynku skupiona jest dziś przede wszystkim na doniesieniach z USA, ale i wszystkie informacje z Eurolandu też są pilnie śledzone, szczególnie po tym jak wczoraj po sesji przedłużony został zakaz krótkiej sprzedaży w Hiszpanii, Włoszech i Francji, co wywołało nie tylko falę spadków na frankfurckim rynku futures w drugiej części czwartkowego handlu, ale też skłoniło inwestorów do spekulacji odnośnie możliwego zaraz napływu kolejnych złych mniej lub bardziej spodziewanych informacji ze strefy euro.
Wracając do kwestii Stanów Zjednoczonych, to nie dość, że na godz. 16:00 zaplanowane jest wystąpienie szefa Fed podczas konferencji w Jackson Hole i kompletnie nie wiadomo jakie słowa padną z jego ust odnośnie perspektyw większego stymulowania gospodarki USA w przyszłości, to jeszcze 1,5 godziny wcześniej przedstawione zostaną zrewidowane dane o PKB USA za II kw. (prognoza +1,1% wobec +1,3% we wcześniejszym odczycie), a dodatkowo ogromnym powodem do niepokoju jest też sunący w stronę amerykańskiego wschodniego wybrzeża huragan Irene, choć na całe szczęście ostatnie informacje wskazują na to, że jego siła osłabła do kategorii 2.
Niespokojnie i spadkowo jest też w piątek na GPW. Co prawda wczoraj warszawskiemu parkietowi udało się rzutem na taśmę zakończyć dzień na plusie (WIG 0,32%), ale dziś o godz. 14:03 wskaźnik szerokiego rynku szedł w dół o 0,71%.