Nawet pomimo opublikowanych dziś dobrych danych z USA, mówiących o 4,9 proc. wzroście wydajności pracy, co jest najlepszym odczytem od 4 lat, przy jednoczesnym 0,2 proc. spadku jednostkowych kosztów pracy.
Światowe rynki akcji, w tym zwłaszcza Wall Street, jednak już wielokrotnie pokazały, że czynniki fundamentalne niekoniecznie muszą kreować trendu na rynku. Bardziej od nich może liczyć się wiara w poprawę sytuacji w przyszłości lub w zbawienny wpływ ewentualnych obniżek stóp procentowych przez Fed. Dlatego bezpieczniej sytuację na amerykańskich giełdach oceniać w oparciu o skupiającą się na emocjach i nastrojach analizę techniczną, niż w oparciu o fundamenty i logikę. Zachowanie inwestorów w przeważającej większości nie jest bowiem racjonalne, ale emocjonalne.
W przypadku indeksu S&P500 kluczowe znaczenie dla rozwoju sytuacji w najbliższych tygodniach ma strefa 1498-1501 pkt. Tworzy ją dołek z 19 października br., 38,2 proc. zniesienie sierpniowo-październikowych wzrostów oraz połowa dziennej świecy z 18 września br. Strefa ta już wielokrotnie się broniła, potwierdzając swe duże techniczne znaczenie. Dlatego dopóki nie zostanie pokonana, silne spadki na gruncie analizy technicznej są bardziej wątpliwe, niż wzrosty. Jej przełamanie natomiast będzie bardzo silnym sygnałem sprzedaży, otwierającym drogę przynajmniej do 1406,70 pkt.