Wzrosty nie okazały się imponujące (S&P500 +0,25%), ale sygnał ze strony popytowej udowodnił, że nie został jeszcze rzucony biały ręcznik na matę. S&P500 po raz kolejny zbliżył się do psychologicznej bariery 1200 pkt i właściwie brakuje impulsu by sforsować dynamicznie ten poziom. Być może pretekstem okaże się zgoda UE i MFW na pomoc dla irlandzkiego sektora bankowego. Nieoczekiwanie „Zielona wyspa” zwróciła się z taką prośbą w niedzielę wieczorem i już wiadomo, że w ciągu kilku tygodni ruszy transza pomocy dla kraju. Wstępnie mówi się, że kwota nie przekroczy 100 mld euro, więc nie będzie tak wysokiego pakietu jak latem podczas turbulencji w Grecji.
W poniedziałek brak jakichkolwiek istotnych danych makro z gospodarki, więc poza wspomnianym „odgrzewanym kotletem” w sprawie Irlandii, oczy zwrócone są z rana na rynek azjatycki, gdzie rozkręca się japoński Nikkei. Słabnący jen przywrócił wiarę inwestorom we wzrosty na giełdzie, dzięki czemu indeks ponownie zamknął się wysoko i jest na poziomach najwyższych od 5 miesięcy. Piątkowa decyzja o podniesieniu stóp rezerw obowiązkowych w Chinach nie odbiła się negatywnie z początku tygodnia. Wprawdzie traciły notowania banków, ale Shanghai Composite spadł ledwie o 0,15%, a B-Share wzrósł o 0,82%.
Rosnące kontrakty terminowe sugerują udany początek sesji, a notowania mogą wspierać notowania pary eur/usd. Inwestorzy zdają sobie także doskonale sprawę, że indeks przodującej gospodarki Europy ustanowił w piątek kolejny rekord podczas tego cyklu koniunkturalnego (DAX + 0,17%). Polskich graczy niepokoi słaby w ubiegłym tygodniu WIG20, aczkolwiek mocna złotówka podpowiada, że korekta ma raczej charakter krótkotrwały i nie ma powodów do strachu.