W obliczu braku danych makroekonomicznych ostatnia godzina handlu została jednak wykorzystana do sprzedaży akcji i ostatecznie S&P500 ukończył notowania niemal na sesyjnych minimach – spadł o 0,57% do poziomu 1142.16 pkt. To stawia pytanie czy inwestorzy za Oceanem raz jeszcze zechcą przetestować linię szyi, by z większym impetem realizować prowzrostową formację ORGR. Pozostałe blue chipy zachowywały się podczas dnia bliźniaczo i na zakończenie zarówno Nasdaq jak i Dow Jones poszły w ślad najbardziej reprezentatywnego indeksu S&p500.
We wtorek poznamy odczyty Indeksów zaufania konsumentów oraz S&P/Case-Shiller dla 20 metropolii.
Nastroje w Europie były podzielone. Podaż zwyciężyła na rynkach w Niemczech oraz Francji, choć największą przecenę zaliczyły parkiety Grecji oraz Hiszpanii. Na przeciwnym biegunie w kolorze zielonym mienił się angielski FSTE250, choć zdecydowanie bardziej ożywiły się rynki mniejszych państw – Słowacji, Łotwy, Estonii oraz Rumunii. na warszawskim parkiecie inwestorzy długo nie mogli zdecydować się, w którą stronę podążać. Indeks kilka razy wychodził ponad piątkowe zamknięcie i wracał poniżej kreski. W efekcie tej przepychanki popytu z podażą Wig20 tylko zbliżył się do rocznych szczytów, a ostatecznie spadł o 0,18% do poziomu 2602.14 pkt. Całość odbyła się przy nie największych obrotach w porównaniu do zeszłego tygodnia, co podpowiada, iż byki chcą nieco nabrać sił przed ofensywą na niedźwiedzią skórę.
Umacniający się jen osłabił japońskie Nikkei225 – indeks spadł o 1,12%. Pozostałe azjatyckie parkiety również odnotowały zniżki, ale skala przeceny mniejsza od tej w USA nie powinna niepokoić optymistów.