UBS - jeden z największych banków na Starym Kontynencie, a największy w Szwajcarii poinformował, że w zakończonym właśnie kwartale będzie miał stratę - po raz pierwszy od pięciu lat. Strata podyktowana jest nietrafionymi inwestycjami na rynku długu (strata wyniosła 3,4 mld dolarów) - w ich wyniku posadę stracił szef działu inwestycji, UBS planuje także redukcję 1500 etatów. Citigroup zrobił odpisy księgowe w wysokości 1,4 mld dolarów, na "złe kredyty".
SYTUACJA NA GPW
Za nami kolejna sesja, na której wartość obrotów podliczono na ok. 1 mld PLN. Żeby nie było wątpliwości - zaledwie miliard PLN. Dla porządku - sesja zaczęła się od skromnej zwyżki, która była możliwa dzięki przyzwoitemu zachowaniu giełd światowych. Od 11-tej rozpoczął się mozolny marsz w dół - wartość indeksów topniała powoli, ale z każdą minutą. Dopiero po południu, kiedy zarysowały się szanse na udany początek notowań w USA, inwestorzy chętniej kupowali akcje.
Marazm na GPW może potrwać - mimo wahań indeksów - nawet do końca miesiąca, kiedy publikowane będą pierwsze raporty z wynikami za III kwartał. To na ich podstawie inwestorzy będą mogli ocenić, czy zmieniająca się sytuacja makroekonomiczna pogarsza czy też poprawia fundamenty spółek i czy w związku z tym, warto inwestować w ich akcje.
Dziś podrożały papiery 70. spółek, spadły 219.
GIEŁDY W EUROPIE
Giełdy europejskie rozpoczynają tydzień na pulsach, dzięki atakom na nowe szczyty w Stanach, niemniej początek sesji nie był zielony. O 17:00 niemiecki DAX zyskiwał 0,6 proc., francuski CAC40 rósł o 1,0 proc., a brytyjski FTSE był wyżej o 0,6 proc. Główne indeksy zaczęły kilka dziesiątych procenta niżej w wyniku słabych informacji z sektora finansowego. Szwajcarski UBS zapowiedział stratę w trzecim kwartale w związku z kryzysem rynków kapitałowych, natomiast zysk amerykańskiego Citibanku w tym okresie powinien być niższy o 60 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Wystarczyło jednak żeby zarząd tego banku zapowiedział powrót do , a humory inwestorów od razu się poprawiły.
W Stanach główne indeksy zaczęły dzień od pół-procentowych zwyżek, co w przypadku Dow Jones oznacza ataku na poziom 14.000 pkt i nowy rekord.
WALUTY
Wyprzedaż dolara zdaje się przynajmniej chwilowo wyhamowywać. Kurs euro ustalono na 1,423 USD, wobec 1,428 USD w piątek wieczorem naszego czasu (rano omyłkowo podawaliśmy kursy euro z piątku wieczorem, twierdząc, że są z poniedziałku rano).
W ciągu dnia jen osłabił się do dolara o 0,8 proc., a więc nieco więcej niż zyskał w piątek. Jen osłabił się także o 0,6 proc. do euro.
Niewiele zmieniło się za to na rynku złotego. Dolar wyceniany był na koniec dnia na 2,644 USD, euro na 3,768 PLN, a frank na 2,267 PLN.
SUROWCE
W związku z zakończeniem sezonu huraganowego w rejonie Zatoki Meksykańskiej, ropa w końcu ma okazję odreagować wzrosty z ostatnich tygodni. W Nowym Jorku cena baryłki crude do piątkowego spadku o niespełna półtora dołożyła dzisiaj zniżkę o 0,4 proc., natomiast w na giełdzie w Londynie baryłka brent potaniała o 1,2 proc. do poziomu 78,25 USD. Odreagowanie jest również wynikiem braku czynników mogących windować cenę na nowe rekordy, co zachęca zarządzających funduszami hedgingowymi do realizacji zysków. Spodziewamy się jednak, że kurs przynajmniej na chwilę zatrzyma się na poziomie 77,50 USD.
Cena miedzi lekko wzrosła w wyniku obaw o stronę podażową tego surowca, w kontekście planowanych na jutro strajków w Peru. Na londyńskiej giełdzie tona tego surowca podrożała o 0,4 proc. do poziomu 8.048 USD, a na giełdzie w Nowym Jorku o 0,7 proc.
W ciągu dnia złoto lekko osłabiło się podążając za drożejącym dolarem. Cena tego kruszcu potaniała o 0,5 proc. schodząc do poziomu 743 USD.