Szef Rezerwy Federalnej powiedział w czwartek wieczorem, że "w świetle ostatnich zmian w perspektywie i wobec zagrożeń dla wzrostu, dodatkowe złagodzenie polityki może być konieczne". Dodając od razu, że bank jest gotowy do podjęcia takich działań, jeżeli to będzie konieczne.
Powyższe słowa, chociaż to wprost nie padło, zostały przez rynek odczytane jako zapowiedź agresywnych obniżek stóp procentowych. Rynek terminowy, już po wypowiedzi Bena Bernanke "oceniał", że szanse na obniżkę cięcie stóp o 50 punktów bazowych do 3,75 proc., w czasie zaplanowanego na 29-30 stycznia br. posiedzenia, wynoszą 92 proc. Wczoraj te szanse kształtowały się na poziomie 76 proc.
Gwałtowna reakcja Wall Street na słowa szefa Fed nie zaskakują. Jednak znacznie ważniejsze niż sama reakcja będzie to, czy amerykańskie indeksy zakończą dzień w pobliżu lub na dziennych maksimach. Bowiem tylko wtedy pojawi się realna szansa na kontynuację rozpoczętej wczoraj wzrostowej korekty na Wall Street.
Każde inne zamknięcie, a zwłaszcza powrót indeksów w okolice dziennych minimów, będzie sygnalizować dużą słabość rynku akcji. Słabość, która zwykle przynosi paniczną wyprzedaż.
Aktualnie, tylko dlatego, że amerykańskie giełdy w ostatnim czasie wyraźnie spadły, pozytywny dla popytu scenariusz jest zdecydowanie preferowany. Trzeba jednak zauważyć, że oczekiwania na cięcia stóp procentowych przez Fed, nawet na te agresywne, nie daje gwarancji wzrostów do końca stycznia. Ten czynnik popytowy mocno się dewaluuje, więc prawdopodobnie dostarczy paliwo do wzrostów na jedynie 2-3 dni.
Niezależnie od tego jak zakończy dzisiejszy dzień Wall Street, w kolejnych dniach pojawia się szansa na dalszy wzrost EUR/USD w kierunku poziomu 1,50 dolara. Motorem tych wzrostów może bowiem być zarówno dalszy spadek stóp procentowych w USA, jak również ucieczka od dolarowych aktywów.