WIG20, który dziś przełamał sierpniowy dołek jest na najniższym poziomie od marca 2007 roku, ale najważniejszym skutkiem dzisiejszej przeceny na GPW jest wyraźne przekrocznie linii hossy przez WIG, która od prawie pięciu lat pełniła rolę ostatniego strażnika hossy. Dla wielu inwestorów te wydarzenia o technicznym charakterze były bardzo silnym sygnałem sprzedaży - stąd głębokie spadki na dzisiejszej sesji i stąd wzrost wartości transakcji.
SYTUACJA NA GPW
Już rano sytuacja nie prezentowała się dobrze. Po silnych spadkach na giełdach nowojorskich, nastroje w Europie w tym i w Warszawie nie były dobre. Mimo, że przed większymi spadkami obroniły się giełdy azjatyckie.
Zaczęliśmy więc dzień od spadków, jeszcze przed południem trwały próby ratowania sytuacji, ale mimo dużych pieniędzy wyłożonych na kupno akcji już w porannych godzinach notowań, próba ta zakończyła się niepowodzeniem - indeksy przełamały swoje wsparcia, co zostało potraktowane jako silne sygnały sprzedaży. Jeszcze po południu - wobec lepszego otwarcia w Nowym Jorku - doszło do kolejnej próby podciągnięcia rynku. Udanej o tyle, że sesja skończyła się w odpowiednim momencie. Nie można jednak mówić na tej podstawie o "dniu odwrotu", choć wyprzedanie rynku (12 spadków na ostatnich 15 sesji) faktycznie każe spodziewać się odbicia w niedługim czasie. Dziś podrożały akcje 22. spółek, potaniały 289 (średnio o 4,2 proc.).
GIEŁDY W EUROPIE
Dzisiejszą sesję na europejskich parkietach zdominował obóz niedźwiedzi, co pociągnęło główne indeksy na ponad jednoprocentowe minusy. Przecena zagościła już na otwarciu, bowiem inwestorzy dyskontowali silne spadki na wtorkowej sesji na Wall Street. Najbardziej ucierpiał na tym sektor konsumencki, który zaczyna być w niełasce w związku z kiepskimi prognozami. Po wczorajszych rozczarowujących danych dotyczących sprzedaży detalicznej w eurolandzie, dziś rano opublikowano jej silny spadek o 3,2 proc. w listopadzie w Niemczech. Co więcej, po południu rynki zaskoczył raport Goldman Sachs prognozujący wejście amerykańskiej gospodarki w fazę recesji 2008 roku i silną obniżkę stóp procentowych przez FED, aby jej przeciwdziałać. Według banku stopy w trzecim kwartale zostaną obniżone do 2,5 proc. Niemniej, otwarcie dzisiejszej sesji w Stanach przebiegło pozytywnie, dzięki czemu indeksom europejskim udało się odrobić część strat.
WALUTY
Jakby na przekór turbulencjom na giełdach, zwłaszcza amerykańskich, dolar umocnił się dziś do euro i to na tyle silnie, że znalazł się na najwyższym poziomie od siedmiu dni. Trudno jednak uznać ten ruch za znaczący - odnotujmy po prostu, że para euro/dolar porusza się w rytmie jakby oderwanym od reszty świata.
Jen rano tracił do euro i dolara, ale po południu straty wobec wspólnej waluty odrobił. Ostatecznie spadek wyniósł 0,2 proc. do euro, a do dolara kurs spadł o 0,5 proc.
Także i u nas dolar podrożał i to o 2 grosze - do 2,455 PLN. Euro utrzymało powróciło powyżej 3,60 PLN, a frank do 2,20 PLN.
SUROWCE
Raport Goldman Sachs powstrzymał wzrost cen ropy w kierunku rekordowych poziomów. Zarówno londyńska baryłka brent, jak i nowojorska crude dziś rano zyskiwały po 1,5 proc. w wyniku spekulacji na temat spadku zapasów paliw w Stanach oraz obaw o sytuację w Nigerii, gdzie lokalni partyzanci zapowiadali ataki na szyby naftowe. Po wspomnianym raporcie ceny zanurkowały jednak o blisko 2 proc. do poziomu odpowiednio 94,90 USD i 95,90 USD.
Podobnie zachował się wykres złota, który po wspomnianej publikacji oddał poranny 2 proc. wzrost wracając do poziomu 877 USD za uncję. Wpłynęło na to silne umocnienie dolara.
Spadła również cena miedzi, jednak spowolnienie w USA było już dyskontowane na jej wykresie w ostatnich miesiącach (stąd cena znajduje się daleko od rekordów), więc spadki były znacznie łagodniejsze. Marcowy kontrakt na ten surowiec na nowojorskiej giełdzie potaniał o 0,2 proc.