Ostatnie dane takie jak indeksy aktywności potwierdziły, iż póki co Europie nie grozi recesja. Co więcej stopa bezrobocia w większości krajów strefy jest najniższa od wielu lat i zbyt luźna polityka monetarna rodziłaby ryzyko eskalacji żądań płacowych.

Nieco inaczej jest w przypadku Banku Anglii. Stopy procentowe zostały tam już wcześniej obniżone dwukrotnie i rynek oczekuje, iż to nie koniec obniżek. Okazuje się bowiem, że ożywienie gospodarcze z 2006 roku było dość krótkie i w przeciwieństwie do Europy kontynentalnej, nad wyspami wisi widmo recesji. Co prawda w drugiej połowie minionego roku PKB wzrastał w tempie powyżej 0,6% na kwartał, jednak odpowiadał za to przede wszystkim wzrost zapasów. Oznaczało to, że mimo, iż Brytyjczycy notują sporą nierównowagę w rachunku obrotów bieżących (ok. 5% PKB), nowa produkcja krajowego pochodzenia lądowała głównie w magazynach. Z drugiej strony, ciągle realne jest zagrożenie wzrostu inflacji. Choć wskaźnik CPI wynosi tylko 2,2% w skali roku (w euro landzie jest to 3,2%, zaś w USA ponad 4%), ceny producenta rosną najszybciej od wielu lat. Wzrost popytu oznaczałby, zatem większą presję na wzrost CPI w kolejnych okresach.

Konserwatywna postawa europejskich banków kontrastuje z oczekiwaniami na duże obniżki w USA. Rynek liczy, iż na najbliższym posiedzeniu Fed obniży stopy o kolejne 75 bp, co oznaczałoby zejście do poziomu 2,25%. Decyzja ECB była w pełni oczekiwana, stąd brak reakcji na parze EURUSD, która pozostaje powyżej poziomu 1,53. Decyzja Banku Anglii jest za to pozytywna dla funta i para GBPUSD wybija się z dwumiesięcznej konsolidacji wzrastając nawet do 2,0055. W tych okolicach powinniśmy spodziewać się oporu wyznaczonego przez lokalny szczyt z 31 grudnia 2007 roku.