Skoro przez dwa tygodnie przy wysokim wyprzedaniu i przy pozytywnych impulsach zewnętrznych WIG20 nie wytworzył mocnego odreagowania, w końcu strona sprzedających ponownie zaatakowała.

Taki powrót do punktu wyjścia, czyli okolic lutowych dołków, dawał rynkowi dwie alternatywy. Po pierwsze popyt mógł się w końcu obudzić i zaatakować z niższych, bardziej atrakcyjnych poziomów, albo też spadki rozpędziłyby się na dobre rozbijając wsparcia i generując nowy impuls zniżkowy. Jak pokazała piątkowa sesja, byki powróciły, a WIG20 zanotował spory wzrost z większym obrotem niż na mało przekonywujących wzrostowych sesjach z poprzednich tygodni. Wracając do analogii piłkarskich, można powiedzieć, że po fatalnej pierwszej połowie, przegrywającej drużynie udało się strzelić wyrównującą bramkę tuż przed końcem meczu, a teraz czas na dogrywkę.

Dzięki wydarzeniom z końcówki tygodnia stajemy przed najlepszą szansą dla popytu od kilku tygodni. Kupujący powinni pójść za ciosem, a najbliższe dni mogą być bardzo udane dla całego rynku z naciskiem na indeks WIG20. Nadgonienie indeksów światowych, które znajdują się relatywnie wyżej, jest w mojej ocenie głównym i realistycznym celem dla GPW na najbliższe dni. Czy będzie to coś większego, czy tylko zasłużone już wcześniej odreagowanie – przekonamy się po stylu wzrostów. Jeśli bowiem do nich nie dojdzie, kolejnej szansy byki moim zdaniem już nie dostaną na obecnych pułapach cenowych.

Ze spółek z WIG20 strona popytowa oczywiście powinna skoncentrować się na największych spółkach, czyli PKO, PEO oraz KGHM i Orlenie. Faworytem z drugiej linii największych spółek jest moim zdaniem TVN, choć niewykluczone, że weekendowe trzęsienie ziemi w Chile wywoła obawy o podaż miedzi i spowoduje wzrosty na rynku towarowym, co dałoby dużego kopa akcjom KGHM.

Rynek uczy, że zawsze warto pamiętać o drugiej stronie medalu, spójrzmy zatem na główne zagrożenia dla rynku na najbliższe dni. Po pierwsze rynek w piątek niemal całkowicie zignorował raport kwartalny AIG. Amerykański gigant stracił kolejne kilka miliardów dolarów i podał, że być może będzie potrzebował dalszej pomocy publicznej, bez której może mieć problemy z kontynuacją działalności. Skoro dziesiątki miliardów wpompowane w AIG nie pomogły spółce stanąć na nogi, w amerykańskim systemie finansowym może być jeszcze kilka innych przykrych niespodzianek, a w najbliższych dniach mogą pojawić się negatywne echa wyników AIG.

Drugim istotnym czynnikiem ryzyka jest planowana aukcja greckich obligacji. Trudno ocenić, co wycenia w tym momencie rynek i w jaki sposób ta emisja wpłynie na nastroje inwestorów, ale na pewno ewentualna porażka tej aukcji nie byłaby dobrą wiadomością dla giełd.