... która przyniosła spadek indeksu S&P500 o 2,6 proc. do 850,75 pkt., niesie duże zagrożenie zdecydowanego przełamania październikowego dołka na poziomie 848,92 pkt. (wykres dzienny). To zaś byłoby jednoznaczne z wygenerowaniem silnego sygnału sprzedaży, którego konsekwencją powinien być spadek S&P500 do dołka z 9 października 2002 roku (776,76 pkt.), a więc do początku ostatniej hossy.

Realizacja powyższego scenariusza oznaczałaby dla warszawskiej giełdy spadek do minimów z poprzedniego miesiąca. Na tę chwilę wydaje się bowiem mało prawdopodobne, żeby GPW, podobnie jak czołowe europejskie i azjatyckie parkiety, które w ostatnim czasie zachowują się znacznie lepiej niż Wall Street, całkowicie oderwały się od wydarzeń na nowojorskim parkiecie.

Spadki w dniu dzisiejszym na GPW to scenariusz bazowy. Alternatywą dla niego jest gra pod kolejne odbicie indeksu S&P500 od październikowego dołka. To jednak wymagałoby istotnego wsparcia ze strony czynników fundamentalnych. Tymczasem takowych brakuje na horyzoncie, co przy sugerowanym przez analizę techniczną bliskim przełamaniu 848,92 pkt., każe przygotować się na spadkową sesję.

Brak potencjalnego wsparcia dla strony popytowej nie oznacza, że giełdowe kalendarium jest puste. Wprost przeciwnie. We wtorek zostanie opublikowana liczna grupa raportów makroekonomicznych. Inwestorzy m.in. dowiedzą się jak kształtowała się w październiku inflacja CPI w Wielkiej Brytanii i inflacja PPI w USA, jaki był we wrześniu napływ kapitałów do USA, jak również jak w poprzednim miesiącu kształtowały się wynagrodzenia i zatrudnienie w Polsce.

Jednak żaden z tych raportów nie będzie miał istotnego wpływu na sytuację na rynku akcji. Inflacja, od momentu gdy o stopach procentowych decydują przede wszystkim obawy przed recesją, nie jest w centrum zainteresowań rynków. Dane o napływie kapitałów do Stanów Zjednoczonych od dawna nie mają wpływu na decyzje inwestycyjne. Podobnie jak większość raportów makroekonomicznych z Polski. Chociaż w tym miejscu należy zaznaczyć, że raport o wyraźnie niżej dynamice wynagrodzeń od prognozowanych 9,6 proc., może w znaczący sposób przybliżyć obniżkę stóp procentowych już na najbliższym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej.

Potencjalny wpływ na rynki akcji może mieć zaplanowane na godzinę 15:30 wystąpienie szefa Fed, o ile tylko Ben Bernanke czymś zaskoczy inwestorów. Teoretycznie jest to możliwe. W praktyce może jednak być o to trudno.

Przed sesją wyniki za III kwartał br. opublikował, notowany na warszawskiej giełdzie, węgierski MOL. Podobnie jak w przypadku Lotosu i Orlenu okazały się one rozczarowaniem, co dziś może dodatkowo psuć nastroje.

Spółka zanotowała stratę netto na poziomie 4,9 mld HUF, przy prognozowanym zysku na poziomie 4 mld HUF i wobec 73,4 mld HUF zysku w III kwartale 2007 roku. Natomiast strata netto bez pozycji nadzwyczajnych wyniosła 0,3 mld HUF. Rynek tymczasem oczekiwał zysku na poziomie 2,4 mld HUF, po tym jak rok wcześniej spółka zarobiła 59,5 mld HUF.