Już w poniedziałek na rynek dotarła informacja, że liczba wystawionych na sprzedaż i niesprzedanych domów w USA wzrosła do najwyższego poziomu od października 1991 roku. Wczoraj obawy inwestorów o kondycję sektora nieruchomości dodatkowo pogłębił raport S&P Case-Shiller, z którego wynika, że w II kwartale br. cen domów w USA spadły o 3,2 proc., co jest rekordowym spadkiem w 20-letniej historii tego badania. Natomiast ceny domów w 10 największych amerykańskich miastach spadły w czerwcu o 4,1 proc. w stosunku do czerwca 2006 roku i jest to największy spadek do lipca 1991 roku.
Sytuacja rynku nieruchomości w USA, jak rysuje się na podstawie poniedziałkowo-wtorkowych danych, musi budzić poważne obawy. Załamanie na tym rynku, które może przyśpieszyć trwający kryzys na rynku kredytów hipotecznych o podwyższonym ryzyku, ma bowiem duże szanse wywołać recesję w Stanach Zjednoczonych. To nie pozostałoby bez konsekwencji dla światowego wzrostu gospodarczego, prowokując być może nawet liczoną w miesiącach bessę na rynkach akcji.
Wtorkowa przecena za oceanem, która sprowadziła indeks Dow Jones w dół o 2,1 proc. oraz przeceniła indeksy Nasdaq Composite i S&P500 o ponad 2,3 proc., a dziś w nocy wywołała spadki na azjatyckich parkietach, nie pozostanie bez konsekwencji dla sytuacji na warszawskiej giełdzie.
Jakkolwiek jeszcze w poniedziałek, bazując na zeszłotygodniowej poprawie sytuacji technicznej polskich indeksów oraz silnej, bo 62 proc. reprezentacji pesymistów wśród typujących Wigometr (wszak większość rzadko ma rację), można było prognozować przedłużenie wzrostowej korekty do końca bieżącego tygodnia, to obecnie sytuacja zmienia się o 180 stopni.
Środowe notowania na GPW powinny rozpocząć się od wyraźnych spadków. Jednak już ich finał nie jest taki oczywisty. Jeżeli na światowe rynki akcji nie napłyną dziś nowe podażowe impulsy, to nie można wykluczać, że zagości tam nadzieja. Nadzieja, że w czasie swojego piątkowego wystąpienia, które będzie poświęconego rynkowi mieszkaniowemu i polityce monetarnej, szef Fed zasugeruje obniżkę stóp procentowych na najbliższym, wrześniowym posiedzeniu. To potwierdziłoby oczekiwania rynku na taką obniżkę (o 25 punktów bazowych do 5 proc.), pomagając na kilka dni rynkom akcji, które święcie wierzą w to, że Fed uratuje je od silnej przeceny.
Jeżeli nawet teraz giełdą uda się uciec przed kolejną falą przeceny, to tylko na chwilę. Prognozowanie innego niż spadkowy scenariusz w perspektywie najbliższych tygodni wymagałoby bowiem założenia, że kryzys na rynku kredytów hipotecznych i generalnie rynku nieruchomości w USA został zażegnany oraz, że Fed faktycznie we wrześniu obniży stopy procentowe ryzykując wzrostem inflacji. W obu przypadkach są to jeszcze zbyt śmiałe i wzajemnie się wykluczające tezy.
Mając powyższe na uwadze, zeszłotygodniowe wzrosty zarówno na świecie, jak i na GPW, trzeba traktować tylko jako wzrostową korektę, po zakończeniu której należy się spodziewać kolejnej fali wyprzedaży akcji. W przypadku indeksu WIG20, jeżeli przyjmiemy najbardziej korzystny dla posiadaczy akcji scenariusz, który każe traktować rozpoczęte w lipcu spadki nie jako początek bessy, ale tylko jako silną korektę, spadki powinny przynieść test okolic 3000 pkt.
Wrześniowe kontrakty terminowe na indeks WIG20 rozpoczęły środowe notowania od spadków. O godzinie 9:01 kontrakt FW20U7 testował poziom 3463 pkt., tracąc 1,14 proc.