Dodatkowo nie można wykluczyć blokady rosyjskich statków na Morzu Bałtyckim. Rynek szykuje się również na możliwe zatrzymanie dostaw gazu w przypadku braku płatności rublami, a oprócz tego USA utrudniają rozliczanie się w dolarach odsetek z obligacji rosyjskich. Jednocześnie Stany Zjednoczone rozważają wzrost importu kanadyjskiej ropy, co może dać perspektywę na kolejne baryłki dla Europy, co mogłoby pozwolić na szybsze zrezygnowanie z rosyjskiego surowca. To wszystko oczywiście prowadzi do fatalnych nastrojów na rynkach. Nie należy jednak zapominać o codzienności, a ta od dłuższego czasu polega na coraz większych obawach o inflację. Wobec najmocniejszej od kilkudziesięciu lat inflacji w USA oczekuje się już niemal w 100%, że dojdzie do podwyżki stóp procentowych o 50 punktów bazowych w maju. Lael Brainard z zarządu Fed poinformowała o chęci silnej redukcji bilansu, co podniosło obawy, że Fed nie tylko miałby przestać reinwestować zapadalne papiery dłużne, ale również je sprzedawać. Jeśli jednak inflacja nie przekroczy 10%, trudno oczekiwać, żeby taki scenariusz był możliwy, biorąc pod uwagę również ostatnie wypowiedzi ze strony niemal wszystkich członków Fed.
Co do stóp procentowych warto pamiętać, że jutro decyzję będzie podejmowała Rada Polityki Pieniężnej. Inflacja na poziomie niemal 11% wymaga stanowczych działań, dlatego bardzo prawdopodobne, że ponownie zobaczymy podwyżkę o 75 punktów bazowych. To z kolei może być mieszany sygnał dla całego sektora akcyjnego, ale jednocześnie dobry dla sektora bankowego.
Po zamknięciu w Europie sytuacja wygląda następująco: DAX stracił 0,68%, WIG20 zniżkował o niemal 1,6%. Na Wall Street zdecydowanie najmocniej traci Nasdaq, gdyż jest to strata rzędu 1,75%. S&P 500 traci 0,67%, natomiast DJIA zniżkuje niecałe 0,3%.