Słaby odczyt zamówień na dobra trwałego użytku w Stanach Zjednoczonych i fatalne wyniki Fannie Mae nie sprzyjały zakupom pod koniec europejskiej sesji. Sytuację poprawił Ben Bernanke zapewniający, że zrobi co w jego mocy, aby pomóc rynkom i gospodarce. Jego wypowiedź nikogo nie zaskoczyła, jednak udało mu się uspokoić rynki. Po dość słabym otwarciu sesji za oceanem pojawił się kolejny pretekst do wzrostów w postaci decyzji amerykańskich regulatorów. Zniosą oni 1 marca limity inwestycyjne dla Fannie Mae i Freddie Mac, spółek zajmujących się finansowaniem pożyczek hipotecznych. Wywołało to początkowo napływ optymizmu, który później powoli wyparował. Wszyscy zaczęli się zastanawiać czy dwie spółki będą w stanie pobudzić amerykański rynek nieruchomości i ile pieniędzy mogą zainwestować. Konkluzja była raczej negatywna i wcześniejsze wzrosty na amerykańskich indeksach zostały zniwelowane. S&P500 zakończył dzień na minimalnych minusach, zamykając się na ważnym poziomie 1380 pkt. Najlepiej wypadł Nasdaq odnotowując wzrost o 0,37 proc. Przed rozpoczęciem sesji w Azji opublikowano dane o rocznej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w styczniu w Japonii. Ta druga okazała się dwa razy niższa od prognozowanej, ale negatywny wydźwięk został zrekompensowany przez dobrą sprzedaż detaliczną. Rosnący jen pociągnął w dół spółki eksportowe i indeks Nikkei, który spadł o 0,75 proc.
Dziś rynek może być nerwowy przed publikacją wyników kwartalnych ze spółek jak Deutsche Telekom czy Royal Dutch.
Kontrakty na WIG20 rozpoczęły dzień od niewielkich spadków, ale trudno oczekiwać rozstrzygnięcia podczas dzisiejszej sesji.