Dla przykładu weźmy pod lupę notowania niemieckiego DAX. Indeks po raz czwarty odbił się od strefy popytu w okolicach 10 870, ale przewaga głosów na "nie" całkowicie przekreśli ostatnie szansa na zaniechanie obecnej korekty na niemieckim parkiecie. Obecnie bukmacherzy szaleją i obstawiają najbardziej prawdopodobny wynik, ale na rynku nie brakuje zdecydowanych głosów, że niezależnie od wyniku referendum czeka nas trend silnego euro i przeceny na giełdach.
Oczekiwań dokładnie przeciwnych jest równie niemało, ale to co wydaje się kluczowe dla rozważenia trendu na indeksach w najbliższym czasie, to znalezienie powodów dla których miałyby one rosnąć w przypadku greckiego "tak". Trwająca od kwietnia tego roku korekta (o ile nie silny impuls spadkowy) pokazała, że nie wystarczy by bank centralny prowadził program luzowania ilościowego by zapewnić akcjom tylko jeden kierunek. Od końca poprzedniego roku do marca europejskie parkiety mocno rosły na fali słabnącego euro, spadającego kosztu pieniądza (windującego ceny akcji w górę) i oraz ogólnego pozytywnego sentymentu w związku z oczekiwaniem na rozpoczęcie QE od strony EBC.
Jakie są czynniki prócz greckiego "tak", które miałyby wytworzyć nowy trend wzrostowy na europejskich akcjach? Próbę odpowiedzi na to pytanie poznamy w poniedziałek od uczestników rynku, którzy będą mieli wynik greckiego referendum jako dany.