Brak inflacji w zdecydowanej większości krajów rozwijających nikogo już nie dziwi, ale jak się okazuje podobne problemy mogą mieć także gospodarki wschodzące. Inflacja CPI w Chinach wyniosła w styczniu zaledwie 0,8% w skali roku i jest to najniższy odczyt od kryzysowego 2009 roku. Tak niski wzrost cen przy doskonałym wzroście gospodarczym na poziomie niemal 7%, oznacza szybkie bogacenie się społeczeństwa, choć z drugiej strony topniejąca inflacja może zwiastować kolejną falę spowolnienia w Państwie Środka. Spowolnienie może oznaczać kolejne interwencje tamtejszego banku centralnego, a to już pozytywna wiadomość dla giełdy w Szanghaju i walut surowcowych. Indeks Shanghai Composite zyskuje podczas dzisiejszej sesji około 1,5%; zyskują także dolar australijski i nowozelandzki. Dobre dane nareszcie napłynęły także z Francji. Produkcja przemysłowa nad Sekwaną urosła w grudniu o 1,5% miesiąc do miesiąca wobec oczekiwanych 0,3% m/m. Jeśli chodzi o Europę to nadal przeważa jednak temat Grecji i jej potencjalnego bankructwa i to właśnie ten czynnik psuje nastroje inwestorów.

WIG20 na otwarciu zachowuje się podobnie jak pozostałe główne indeksy giełdowe, czyli znajduje się w okolicy wczorajszego zamknięcia. Gorzej radzi sobie złoty, który od rana kontynuuje negatywne tendencje. Za dolara zapłacimy ponad 3,70 zł; za euro prawie 4,20 zł; za franka 4 zł, a za funta 5,65 zł.