Obecnie inwestorzy nie powinni już zadawać sobie pytania ani czy nastąpią dalsze spadki, ani też kiedy one nastąpią. Po piątkowej przecenie na Wall Street , która obniżyła wartość indeksu DJIA o 1,96 proc., S&P500 o 2,46 proc., a Nasdaq Composite o 3,77 proc., kolejna fala wyprzedaży w Warszawie jest bowiem coraz bardziej prawdopodobna. Inwestorzy raczej powinni się zastanowić jak silna będzie to przecena i czy zakończy ona cały okres dekoniunktury rozpoczęty latem 2006 roku?

Piątkowa wyprzedaż na Wall Street, która sprowadziła indeks S&P500 w pobliże kluczowej obecnie bariery popytowej 1400-1405 pkt., a DJIA ku analogicznej strefie 12600-12750 pkt., w sposób istotny powinna wpłynąć na poniedziałkowe notowania w Warszawie. Silne zagrożenie przełamania wsparć za oceanem, co będzie jednoznaczne ze średnioterminowymi sygnałami sprzedaży, musi bowiem prowadzić do wygenerowania podobnych sygnałów przez indeksy WIG20 i WIG w postaci przełamania poziomów wsparcia zgrupowanych odpowiednio w przedziale 3330-3480 pkt. i 54000-55500 pkt. Dlatego też poniedziałkowa sesja na GPW powinna upływać pod znakiem spadków. Jednak nie wyprzedaży.Przynajmniej w pierwszej części notowań. Ta będzie możliwa dopiero w końcówce, gdy rynek będzie miał pewność, że dla amerykańskich indeksów nie ma ratunku.

Analiza techniczna sugeruje, że ewentualna nowa fala wyprzedaży na GPW może mieć bardzo dynamiczny, miejscami nawet paniczny, charakter. Dla indeksu dużych spółek pierwszym poziomem docelowym są okolice 2860 pkt. WIG może spaść do 48000-49000 tys. Natomiast w przypadku indeksów grupujących akcji małych (sWIG80) i średnich (mWIG40) spółek, pierwszą znaczącą barierą popytową są 5-letnie linie hossy, które na wykresach dziennych, aktualnie tworzą wsparcia na poziomach 13000 pkt. (sWIG80) i 3300 pkt. (mWIG40).