... gdyby nie zwyżka niemieckiego DAX-a o około 4 procent i przeszło dwuprocentowe zyski średnich w USA. Nie bez znaczenie było również umocnienie euro wobec dolara oraz wzrost cen polskich obligacji.
Wspólnym mianownikiem dla byczej inwazji był głównie wzrost apetytu na ryzyko po dynamicznym spadku rentowności włoskich i hiszpańskich obligacji, które dziś z należytą siłą odpowiedziały na wczorajszą sugestię szefa Europejskiego Banku Centralnego, iż władze monetarne interwencyjnie skupią papiery o krótkiej zapadalności. Pochodną były dynamiczne zwyżki cen akcji na giełdach w Mediolanie i Madrycie, które ostatecznie sygnalizowały, iż na rynkach opadł nastrój rozczarowania brakiem radykalnych kroków ze strony Fed, jak i EBC.
Dziś jedną z lokomotyw byczego obozu były również dane makro, które ułożyły się w serię odczytów lepszych od prognoz. Już o poranku dane ze sfer usług zaprzeczyły recesyjnym nastrojom we Francji i Niemczech. Później lepsze od oczekiwań okazały się odczyty wskaźników sprzedaży detalicznej w strefie euro oraz sektora usług w USA. Nie ma jednak wątpliwości, iż do rangi wydarzenia dnia – obok spadku rentowności hiszpańskiego i włoskiego długu – urosły amerykańskie dane z rynku pracy, które okazały się znacznie lepsze od oczekiwań i zaprzeczyły pesymizmowi raportów publikowanych w II kwartale.
W sumie w byczym obozie grało dziś właściwie wszystko, ale najważniejszym elementem były sygnały płynące z wykresów rentowności peryferyjnych krajów strefy euro. Nie od dziś wiadomo, że to właśnie wzrosty rentowności hiszpańskich i włoskich obligacji były kluczowym czynnikiem stawiającym pod znakiem zapytania przyszłość strefy euro. Bez spadku ceny, jaką płaca oba rządy za pożyczanie pieniędzy, żadne próby wyciszenia paniki nie przyniosą trwałego efektu. Nie trudno zatem zrozumieć, iż poprawa nastrojów w tych segmentach musiała przenieść się na inne rynki i od trwałości tendencji zależy, czy skończy się na fajerwerku, czy poważniejszym trendzie.
Lokalnie patrząc zakończenie tygodnia przez indeks nad 2200 pkt. oznacza, iż wykres oddalił się na bezpieczną odległość od dolnego ograniczenia wielomiesięcznej konsolidacji i jest na dobrej drodze do przedłużenia trendu bocznego do blisko roku. Z punktu widzenia praktyki inwestorów operujących na rynku w oparciu o analizę techniczną w średniej perspektywie koszyk 20 spółek znalazł się w neutralnym położeniu, które zmieni dopiero próba wyjścia nad 2400 pkt. lub kolejny atak na 2000 pkt. W bliższym terminie pokonanie 2200 pkt. buduje bazę do marszu w rejon 2300 pkt., gdzie popyt już doznał porażki po wyczerpaniu czerwcowej fali wzrostowej.