Wczorajsze wzrosty wiązane są z ogłoszonym przez prezydenta George'a W. Bush'a planem pomocy Amerykanom mającym problemy kredytowe. Działania podjęte przez administrację jednak nie "zamykają sprawy" i dlatego sam plan należy raczej traktować jako pretekst, a prawdziwych powodów wzrostów trzeba szukać w czynnikach dobrze znanych, czyli oczekiwaniu na obniżkę stóp procentowych przez Fed. Zwłaszcza, że w czwartek napłynęły również niepokojące dane, jak tygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy, nienajlepsze wyniki detalistów, czy też raport MBA mówiący o największej od 20 lat liczbie osób nie spłacających kredytów hipotecznych (dane za III kw.). Te czynniki został jednak zignorowane.

Od momentu gdy pod koniec listopada indeks S&P500 w sposób gwałtowny zawrócił z poziomu sierpniowego dołka (1406,70 pkt.), a szef Fed Ben Bernanke w swej wypowiedzi zasugerował możliwość obniżenia stóp procentowych na najbliższym grudniowym posiedzeniu, sytuacja na Wall Street jest klarowna. Indeks szerokiego rynku uciekł bowiem spod gilotyny, jaką mogłoby być wybicie poniżej 1406,70 pkt. i utworzenie zapowiadającej spadki formacji podwójnego szczytu. Bernanke natomiast, który wcześniej kluczył w kwestii kolejnych cięć stóp, próbując zwracać uwagę rynków na kwestię inflacji, swą wypowiedz sprecyzował stanowisko, co przesądza o trzeciej w tym roku obniżce głównej stopy w USA.

Te dwa wydarzenia sprawiły, że sytuacja amerykańskich giełd, a co się z tym wiąże również na światowych, stała się dość oczywista. Przynajmniej do 11 grudnia, kiedy zostanie podjęta decyzja ws. stóp procentowych w USA, rynkom akcji nie grozi przecena.

W grudniu uwagę inwestorów oprócz tematu kosztu pieniądza może jeszcze skupiać inflacja oraz sytuacja na amerykańskim rynku pracy. Ten pierwszy raport zostanie opublikowany już po posiedzeniu, a drugi ujrzy światło dzienne dziś.

Oczekiwanie na decyzję FOMC w sposób naturalny zmniejsza siłę oddziaływania danych z rynku pracy. Nie można jednak wykluczać, że w pewnych warunkach dane mogą mieć istotny wpływ na kształtowanie się rynkowych nastrojów.

Rynkowe prognozy zakładają w listopadzie wzrost stopy bezrobocia w USA do 4,8 proc. z 4,7 proc. w październiku. Natomiast liczbę nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym szacuje się na poziomie 75 tys. W kontekście opublikowanego w środę raportu ADP, według którego przybyło 189 tys. nowych miejsc pracy w amerykańskim sektorze prywatnym, powyższe prognozy mogą wydawać się niskie. Należy jednak pamiętać, że w historii raportowi ADP przytrafiały się już spektakularne wpadki. Ponadto inne czynniki, jak np. subindeksu zatrudnienia indeksów ISM dla sektora produkcyjnego i usługowego, sugerują raczej słabsze dane. Dlatego publikowane o godzinie 14:30 dane mogą rozczarować graczy, którzy po publikacji ADP oczekują dobrych danych. Pytanie tylko czy w takim przypadku dojdzie do większych spadków? Czy też może realizacja zysków będzie umiarkowana, a ten temat wróci po 11 grudnia br?