Przepisy – które mają zacząć obowiązywać od 2027 r. – pozwalają państwom członkowskim wprowadzać jeszcze niższe progi; część rządów zapowiada, że skorzysta z tej możliwości, argumentując to dodatkowymi wpływami podatkowymi i większą przejrzystością rynku.
Zmiana prawa oznacza rewolucję w codziennych nawykach. Zakup używanego samochodu, dzieła sztuki czy kolekcjonerskiego zegarka za gotówkę wypadnie z legalnego obiegu; hotel przyjmie banknoty tylko do 3 000 euro, a transakcja powyżej tej kwoty skończy się skanem paszportu i meldunkiem do systemu KYC. Zwolennicy decyzji podkreślają, że gotówka od lat jest narzędziem mafii i korupcji, a po pandemii bezdotykowe płatności stały się normą. Krytycy odpowiadają, że papierowy pieniądz to ostatnie narzędzie ekonomicznej anonimowości; kiedy zniknie, każdy wydatek zamieni się w cyfrowy ślad gotowy do odczytu przez administrację skarbową, policję lub – przy sprzyjającym klimacie politycznym – przez bardziej dociekliwe służby.
W tym samym czasie Europejski Bank Centralny równolegle przepycha do przodu projekt cyfrowego euro. 9 kwietnia 2025 r. opublikowano czwarty raport z prac nad tzw. rulebookiem – zestawem standardów, które mają zharmonizować płatności cyfrową walutą w całej Unii. Dokument przewiduje portfel dostępny w smartfonie, kartę offline działającą bez zasięgu oraz limit salda (wnioskowano o 3 000 euro), aby nie drenować depozytów banków komercyjnych. Oficjalne materiały EBC podkreślają, że użytkownicy pozostaną „pseudonimowi”: bank centralny zobaczy kwoty i ogólny kontekst transakcji, lecz nie personalia płatnika.
Problem w tym, że pseudonimowość to delikatna konstrukcja, którą łatwo rozebrać jedną decyzją legislacyjną. Portal Ledger Insights zwraca uwagę, że łączenie cyfrowych portfeli z obligatoryjnym KYC w bankach komercyjnych pozwala organom ścigania na bezbłędne przypisanie każdej płatności do konkretnej osoby – wystarczy przeciąć cienką warstwę abstrakcji. Fachowcy od prawa bankowego ostrzegają też przed „programowalnym euro”, choć EBC dziś wyklucza wprowadzenie ograniczeń w stylu: „pieniądze ważne do końca miesiąca” czy „zakaz zakupu alkoholu lub paliw kopalnych”. W praktyce wszystko zależy od przyszłych rozporządzeń Rady UE: technologia już istnieje i, jeśli zajdzie polityczna potrzeba, może zostać uruchomiona.
Banki komercyjne patrzą na cyfrowe euro podejrzliwie, bo w razie kryzysu depozytowego klienci mogliby w sekundę przerzucić środki z rachunków detalicznych do bezpiecznego portfela w EBC. Nad sektorem wisi też widmo realnie ujemnych stóp procentowych: jeśli fizyczny banknot zniknie, trudno będzie „uciec pod materac”, a bank centralny zyska przestrzeń do pobierania opłat od biernych oszczędności, by stymulować konsumpcję w czasach stagnacji.
Unia tłumaczy, że musi nadążyć za konkurencją. Według badania Atlantic Council aż 134 kraje pracują nad własnymi CBDC, przy czym Chiny, Japonia i strefa euro są najdalej zaawansowane, a Stany Zjednoczone pogrążone w politycznych sporach o „cyfrowego dolara”. Nigeria wdrożyła eNairę w 2021 r., ale według danych z 2024 r. jej udział w obiegu pieniądza wciąż nie przekracza 1 %. Chiński e-CNY, promowany podczas zimowych igrzysk w Pekinie, pozostaje w fazie pilotażowej i przegrywa z Alipayem oraz WeChat Pay, choć amerykańscy senatorzy ostrzegają, że może stać się narzędziem masowej inwigilacji turystów i obywateli. Europejscy regulatorzy patrzą na te doświadczenia z mieszanką fascynacji i obaw, starając się znaleźć kompromis między innowacją a prawami człowieka.
Spór nad gotówką dzieli też scenę polityczną w samej Unii. Partie liberalne widzą w cyfryzacji szansę na automatyczne transfery socjalne, lepszą ściągalność podatków i wyższą skuteczność sankcji międzynarodowych. Formacje populistyczne i libertariańskie mówią o „finansowym Wielkim Bracie” i wspominają rok 2013, gdy Cypr zamroził wypłaty z banków, aby ratować własny sektor finansowy Organizacje broniące prywatności przypominają, że 8 proc. gospodarstw domowych w Unii nie posiada smartfona, a zanik bankomatów na południu Włoch czy w Grecji już dziś zmusza wielu seniorów do wielokilometrowych podróży po gotówkę.
Ostatecznie wybór między bezpieczeństwem a wolnością przyjmie formę codziennych decyzji. Jeśli Europejczycy masowo przerzucą się na cyfrowy portfel EBC, banknot stanie się ciekawostką, a architekci nowego systemu zyskają mandat do dalszej centralizacji. Jeżeli jednak obywatele zaczną częściej sięgać po papierowe pieniądze, kupować złoto lub przenosić oszczędności w kryptowaluty „self-custody”, presja polityczna może wymusić zachowanie szerszego marginesu anonimowości. Jest niemal pewne, że sama technologia nie ucichnie; pytanie brzmi, kto będzie dyktował warunki jej użycia – demokratyczny proces legislacyjny, czy logika bezpieczeństwa państwa, która często nie zna słowa „wystarczy”.