Znamienne jest również to, że próżno szukać specyficznych czynników przemawiających za takim scenariuszem. Dla przykładu rentowność amerykańskiej 10-latki w dalszym ciągu pozostaje powyżej 2,6%, a dane makroekonomiczne utrzymują swój impet.

Biorąc pod uwagę jutrzejsze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego i zestawiając ten aspekt z ostatnim zrywem na rynku wspólnej waluty można podejrzewać, że Mario Draghi będzie chciał nieco stonować optymistyczne nastroje, aczkolwiek nie ma ku temu zbyt wielu powodów. Nastroje zarówno wśród konsumentów jak i przedsiębiorców pozostają bliskie historycznie wysokim poziomom, wzrost gospodarczy w dalszym ciągu utrzymuje swoją trajektorię, właściwie jedynie inflacja pozostaje swego rodzaju łyżką dziegciu w przysłowiowej beczce miodu. W tym kontekście pojawia się coraz więcej głosów, że ostatni rajd na EURUSD może przeszkodzić EBC w osiągnięciu celu inflacyjnego (według grudniowych projekcji dynamika wzrostu cen ma pozostać poniżej 2% aż do 2020 roku). Aczkolwiek tym razem sytuacja wydaje się zgoła inna do tej z września 2017 roku, kiedy to Draghi wyszczególnił zmienność na rynku walutowym (również imponująca aprecjacja euro) jako jeden z czynników niepewności wymagający skrupulatniejszej obserwacji. Po pierwsze, choć rzeczywiście główna para walutowa kontynuuje swój marsz na północ, to kiedy spojrzymy na nominalny indeks euro biorący pod uwagę udziały w handlu gospodarki strefy euro okaże się, że wzrosty są nieporównywalnie mniejsze, gdy zestawimy je z ruchami z września. Po drugie, ceny ropy naftowej denominowane w euro traciły przed wrześniowym posiedzeniem nawet ponad 20%, podczas gdy od tego czasu zanotowaliśmy ich wzrost o blisko 30%. Reasumując, choć Mario Draghi może podjąć próbę osłabienia euro, to można zakładać, iż na tym etapie kurs walutowy nie stanowi dużego problemu dla polityki pieniężnej.

Z punktu widzenia polskiej gospodarki wczoraj NBP opublikował grudniowe dane na temat podaży pieniądza, które pokazały wzrost agregatu M3 o 4,6% w ujęciu rocznym. Znamienny jest fakt, że suma depozytów i innych zobowiązań bieżących w rękach przedsiębiorstw niefinansowych odnotowała wyraźny wzrost, już kolejny miesiąc z rzędu (choć dynamika roczna tejże figury nieco spadła). Czynnik ten zdaje się ewidentnie przeczyć tezie, iż polskim firmom brakuje gotówki, co w pewien sposób mogłoby niekorzystnie oddziaływać na inwestycje. Patrząc na kalendarz makroekonomiczny na uwagę zasługują przede wszystkim wstępne odczyty indeksów PMI z europejskich gospodarek oraz dane z brytyjskiego rynku pracy. Z rodzimej gospodarki poznamy stopę bezrobocia za grudzień, gdzie konsensus wskazuje na jej wzrost z 6,5% do 6,6%, zaś GUS opublikuje miesięczny biuletyn statystyczny. O poranku złoty pozostaje względnie stabilny, tracąc nieco do funta oraz franka. O godzinie 8:45 za dolara płacono 3,3853 złotego, za euro 4,1686 złotego, za funta 4,7413 złotego, a za franka 3,5463 złotego.