Trwa poważna wyprzedaż walut gospodarek wschodzących. Przecenie nie opiera się złoty. Inwestorzy obawiają się, że polityka „America first” lansowana przez nowego prezydenta USA będzie skutkować odpływem kapitału z rynków peryferyjnych. Takie obawy mają swoje uzasadnienie, jeśli faktycznie D. Trump zdoła przeforsować w Kongresie swoje najbardziej izolacjonistyczne koncepcje. Nie jest to jednak absolutnie nic pewnego, bo choć wywodzi się ze środowiska Republikanów, którzy mają większości zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie, z pewnością napotka wiele problemów przy realizacji najbardziej kontrowersyjnych pomysłów.
Rynkiem na nową rządzą skrajne emocje. Choć nie uważamy, by tendencje z ubiegłego tygodnia miały utrzymać się dłużej, z faktami dyskutować nie należy. Złoty jest słabszy, niż zakładaliśmy. Póki co kursy nie odeszły znacząco od założonej strategii i przyjętych punktów zwrotnych, ale dynamika ruchu z ostatnich 3 sesji zdecydowanie zaskoczyła. W przypadku polskiej waluty, obok obaw związanych z nasileniem protekcjonizmu – z założenia niesprzyjającemu krajom peryferyjnym – dochodzi niepewność związana z bezpieczeństwem. Cześć graczy obawia się „rozmontowania” NATO, umizgów Trumpa z W. Putinem czy osłabienia więzów z sojusznikami ze wschodniej flanki. Są to obawy nieuzasadnione. Strefa wpływów Stanów Zjednoczonych w Europie Wschodniej przebiega tam, gdzie granica NATO i nie ma zagrożenia, by prezydentura D. Trumpa miała w tym względzie cokolwiek zmienić. Z tego punktu widzenia wyprzedawanie złotego jest przereagowaniem.
Z szerszej perspektywy, istotnym zjawiskiem po wyborczym na rynkach jest silny wzrost rynkowych stóp procentowych. Rentowność amerykańskich 10-latek osiągnęła poziom 2,15 proc. – najwyższy poziom od 10 miesięcy, podczas gdy jeszcze we wtorek oscylowała w rejonie 1,80 proc. Tak gwałtowne zmiany to efekt zarówno zwiększonych obaw inflacyjnych, jak i, a może przede wszystkim, wiarygodności USA jako emitenta. Polityka stymulacji fiskalnej zapowiedziana przez Trumpa wpływa niekorzystnie na postrzeganie kraju w kontekście sytuacji finansów publicznych kraju. Nie wiąże się to jednak jak dotąd z przepływem kapitału w stronę papierów innych emitentów. Jest wyłącznie zamykanie pozycji, zwiększenie udziału gotówki (czytaj: dolarów) w portfelach i czekanie na wyklarowanie się sytuacji. Wzrost rynkowych stóp procentowych (wyprzedaż obligacji) dotyczy m.in. także naszego kraju. Stąd również negatywne przełożenie na walutę.
W kontekście gorszego, niż zakładaliśmy zachowania złotego po wyborze D. Trumpa, pomimo słusznej oceny nastrojów politycznych Amerykanów, warto wspomnieć o „pułapce”, jaką rynek zastawił na graczy. Reakcją na wzrost prawdopodobieństwa wygranej kandydata Republikanów po wznowieniu dochodzenia FBI ws. maili H. Clinton było osłabienie dolara. Jest to zazwyczaj sytuacja sprzyjająca walutom emerging markets (EM) i złotemu. Tymczasem po faktycznym zwycięstwie Trumpa amerykańska waluta zyskała na wartości.
Uważamy, że ostatnie zawirowania na EM nie są trwałe i nie potrwają długo. Po opadnięciu emocji i bardziej racjonalnej ocenie sytuacji przez uczestników rynku sytuacja się unormuje, a złoty powróci do bardziej racjonalnych wycen. Ewentualnych poważniejszych problemów spodziewamy się, zgodnie z wcześniejszymi założeniami, dopiero bliżej II poł. przyszłego roku. Wówczas bilans szans i zagrożeń dla rodzimej waluty przesuwa się w modelach na stronę tych ostatnich.