Dodatkowo zapowiedział, że będzie celowo dążył do przekroczenia (nie osiągnięcia) celu inflacyjnego ustanowionego na poziomie 2 proc. r/r. Na decyzję rynki zareagowały wyprzedażą jena oraz wzrostami cen akcji. Teoretycznie działania BoJ to silna, nowatorska forma łagodzenia polityki pieniężnej. Pozostaje kwestia wiarygodności banku, który przed 3 laty zobowiązał się przywrócić inflację do celu w ciągu… 2 lat. Póki co jednak rynki mogą żyć przeświadczeniem, że jest dalsza stymulacja, a co za tym idzie utrzymać wysoki apetyt na ryzyko.
Dzisiejsze posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej jest jednym z najbardziej niepewnych, co do decyzji w sprawie stóp procentowych, w ostatnich kilku latach. Większość ekonomistów, rynkowe wskaźniki przyszłych stawek oprocentowania czy rentowności obligacji nie wskazują na podwyżkę. Rozkład prawdopodobieństwa rozkłada się jak 1:4 na korzyść scenariusza utrzymania stopy funduszy federalnych w dotychczasowym przedziale 0,5-0,75 proc. Jedynie 2 z 23 desygnowanych przez Fed partnerów obrotu obligacjami na rynku pierwotnym spodziewa się, że stopy wzrosną o 25 pkt bazowych. Znacznie większy jest odsetek decydentów amerykańskiej polityki pieniężnej z Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), którzy dość jednoznacznie wypowiadali się w ostatnim czasie o tym, że największa gospodarka świata potrzebuje już teraz wyższych stóp procentowych. Z drugiej strony, aż 2 z 6 stałych głosujących w FOMC (L. Brainard, J. Powell) wyraziło opinię sugerującą brak poparcia takiego wniosku. Ostatni raz decyzja przy takiej proporcji głosów sprzeciwu członków zarządu Fed zapadła ponad 40 lat temu. To wskazywałoby zatem raczej na zachowanie status quo po.
Ten scenariusz wspiera także analiza zachowania gospodarki na przestrzeni ostatnich 2-3 miesięcy. Dane współbieżne i wyprzedzające w stosunku do koniunktury wskazały, że w III kw. wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych utrzymywał się w okolicach 2 proc., w lipcu zwolnił do ok. 1,5 proc., w sierpniu przyspieszył do 2 proc., by we wrześniu ponownie wykazać zadyszkę. Nie ma zatem oczekiwanej poprawy aktywności po stosunkowo słabych dwóch kwartałach 2016 r. W naszej ocenie, lepsze warunki do zacieśnienia polityki pieniężnej były w czerwcu, kiedy Fed „przestraszył się” słabego, a w pełni zrekompensowanego miesiąc później, odczytu nowych miejsc pracy za maj.
Można argumentować, że skoro stopy i tak mają zostać podniesione (bazowo w grudniu br.), to lepiej dokonać tego wcześniej, niż czekać aż gospodarka jeszcze bardziej przesunie się w cyklu koniunktury i wzrost stóp zadziała z czasem antycyklicznie. To jednak retoryka przeszłości, kiedy pewność, co do tego, że inflacja przyspieszy była większa, niż obecnie. Trwające ożywienie jest najwątlejsze w ostatnich kilkudziesięciu latach, także, jeśli chodzi o szerokie wskaźniki rynku pracy.
A więc burzliwa dyskusja, niejednomyślność w głosowaniu, ale stabilne stopy po wrześniu. A co z komunikatem, prognozami, retoryką J. Yellen na konferencji prasowej? I to największe niewiadome dzisiejszego wieczoru. Szerokie grono prezesów lokalnych oddziałów Rezerwy Federalnej – ale i członków zarządu – opowiadających się za zacieśnieniem polityki monetarnej musi znaleźć swoje odzwierciedlenie w przekazie po posiedzeniu. Oczekujemy zaostrzenia komunikatu. Być może nawet do tego stopnia, że będzie on jednoznacznie wskazywał na wzrost oprocentowania przed końcem roku. Rynek do końca podwyżki w grudniu nie oczekuje, ale zaskoczenia takie stwierdzenie z pewnością nie wywoła. Szokiem byłaby, nieanonsowana wystarczająco jasno, podwyżka już teraz. Dolar dostałby jednak zapewne wsparcie, gdyby doszło do tak jasno sformułowanej deklaracji Fed. Nastrojów na rynkach w szerszym kontekście popsuć to jednak nie powinno. Chyba że rynek zacznie grać pod odbywające się już za 7 tygodni wybory prezydenckie.