Nie najlepsze dane napłynęły wczoraj z amerykańskiego rynku nieruchomości. Liczba wydanych pozwoleń na budowę domu spadła w czerwcu poniżej 1000 tys. w ujęciu anualizowanym, a liczba rozpoczętych inwestycji poniżej 900 tys. W tym pierwszym przypadku wynik jest najgorszy od stycznia br. W drugim od września 2013 r. Jest to drugi z rzędu słaby wynik bieżącej i przyszłej aktywności na rynku nieruchomości za oceanem. Pogorszenie kondycji to pokłosie zaostrzenia warunków kredytowych, tj. wzrostu rynkowych stóp procentowych jeszcze pod koniec ub. r. Brak odreagowania po słabym maju jest o tyle zastanawiający, że większość sygnałów płynących z amerykańskiej gospodarki wskazuje na utrzymywanie się pozytywnych tendencji. Z drugiej strony, kryzys z końca ubiegłej dekady zbierał będzie swoje żniwo jeszcze wiele lat. Amerykanie nie są obecnie skłonni tak ochoczo się zadłużać. Zachodzą również zmiany strukturalne w społeczeństwie. Więcej młodych ludzi decyduje się wydłużać okres edukacji, nie szukają, jak wcześniej, pracy, nie zakładają rodziny przez co nie generują popytu na domy czy mieszkania. Czasy szalonych lat z połowy ubiegłej dekady czy lat 70-tych, kiedy liczba rozpoczynanych budów przekraczała grubo 2 mln rocznie szybko nie powrócą, trudno więc oczekiwać, że sytuacja na rynku nieruchomości będzie stale, systematycznie się poprawiać. Niemniej, kondycja sektora, z racji swojej istotności dla całej gospodarki, stanowi na obecną chwilę największy czynnik ryzyka dla perspektyw rozwoju.

Słabe dane nie wpłynęły jednak na notowania dolara, który pozostał blisko najwyższego poziomu w tym roku w relacji do euro. Obraz rynku EUR/USD pozostaje pro-spadkowy.

Kolejną sesję w relacji do dolara tracił natomiast złoty. Wzrosty notowań pojawiły się również na EUR/PLN. Główny Urząd Statystyczny (GUS) podał rozczarowujące dane o wzroście produkcji przemysłowej w naszym kraju w czerwcu. Dynamika wytwórczości okazała się najsłabsza od 13 miesięcy. Wynik na poziomie 1,7 proc. r/r wyraźnie nie dorównał oczekiwaniom ekonomistów (3,7 proc.). Tempo spadku cen producentów (inflacja PPI) przyspieszyło. Na przestrzeni ostatnich 4 lat tylko w dwóch miesiącach koszty malały tak szybko jak w czerwcu (-1,7 proc. r/r). Łącznie raporty z Polski zdecydowanie przybliżyły scenariusz wznowienia cyklu obniżek stóp procentowych. Presja inflacyjne pozostaje niska. Za miesiąc główny wskaźnik cen konsumpcyjnych spadnie prawdopodobnie poniżej 0 proc. r/r. W sierpniu GUS opublikuje wstępny odczyt PKB za II kw. Po danych o produkcji można się spodziewać odczyty słabszego niż w I kw. Rynek kontraktów na przyszłą stopę procentową (FRA) niezmiennie dyskontuje cięcie stóp NBP o 25 pb.

EURPLN: Złoty zaliczył wczoraj najsłabszy dzień od 4 tygodni. Przyczyna leży we wzroście napięcia na linii Moskwa-Kijów. Nie bez znaczenia były słabsze dane z gospodarki. W relacji do euro kurs wybił się z kanału krótkoterminowego trendu spadkowego oraz powyżej 50-sesyjnej średniej.

USD/PLN trwale złamał 100-sesyjną średnią ruchomą. W przypadku EUR/PLN scenariusz powrotu kursu w rejon 4,1750 jest coraz bliższy realizacji. Dziś wzrosty notowań będą kontynuowane w kierunku tej docelowej ceny. Początek sesji może przynieść lekkie odreagowanie wczorajszych wzrostów. USD/PLN ma otwartą drogę do zwyżki na 3,10.

EURUSD: Niewielkie zmiany w notowaniach wczoraj. Kurs stabilizuje się na linii trendu, w rejonie tegorocznych dołków osiągniętych wcześniej w połowie czerwca. Jest szansa na niewielkie odbicie notowań, ale dominująca tendencja nie ulega zmianie – dolar będzie dalej zyskiwał. Mało obfity kalendarz wydarzeń będzie sprzyjał dziś dalszej stabilizacji kursu w pobliżu 1,35.