Zachowanie dolara na przestrzeni ostatnich kilku sesji wskazuje, że rynek wreszcie zaczyna obawiać się nieuniknionego – zaostrzenia retoryki Rezerwy Federalnej i bliższego niż się oczekuje momentu zacieśnienia polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych. Choć w swoich wystąpieniach J. Yellen wciąż stara się utrzymywać możliwie wyważony ton wypowiedzi, czytając między wierszami także w słowach raczej gołębio nastawionej prezes Fed, da się odczuć pierwiastek restrykcyjności. Yellen dopuszcza możliwość wcześniejszego niż się oczekuje rozpoczęcia procesu normalizacji polityki pieniężnej. Jeśli pozytywne tendencje obserwowane na rynku pracy w I poł. roku będą się utrzymywać, podwyżki stóp nastąpią wcześniej niż w III kw. 2015 r. – stwierdza prezes Fed. Potwierdza się więc to, o czym donosimy od wielu miesięcy. Amerykańska gospodarka rozwija się szybko, następuje uzdrowienie sytuacji na rynku pracy, a sektor nieruchomości ponownie łapie wiatr w żagle. Polityka pieniężna Fed jest na tę chwilę zbyt akomodacyjna. To że nie ma już odwrotu od dalszych decyzji o cięciu QE to truizm. Kluczowy jest fakt, że rynki wciąż w pełni nie dyskontują wzrostu stopy funduszy federalnych i nie następują odpowiednie przetasowania w portfelach. Chodzi o większe zaangażowanie w aktywa denominowane w dolarach (powrót do bezpiecznej przystani) kosztem instrumentów krajów wschodzących. Wcześniej czy później takie dostosowania będą miały miejsce, a kiedy proces ten na dobre się rozpocznie, przejściowo może dojść do silniejszych zawirowań na rynkach finansowych. W tej sytuacji istnieje spore ryzyko krótkotrwałej, silniejszej przeceny złotego, do pewnego stopnia powodowanej odpływem kapitału z rynku długu.
Wczorajsze dane makro z USA niespecjalnie wskazały na konieczność szybszych podwyżek. Inflacja PPI lekko spadła, produkcja przemysłowa wzrosła słabiej niż się spodziewano, a wykorzystanie wytwórczych pozostało na poziomie z maja. Mimo to dolar zyskiwał wczoraj w ciągu dnia w tempie zbliżonym do wtorkowego, a zakres spadków od początku tygodnia przekroczył 100 pipsów. Ważniejsza od danych była wspomniana wcześniej sugestia prezes Fed jako pewien sygnał wysłany w kierunku rynków, by nie oczekiwać, że najpotężniejszy bank centralny będzie z uporem maniaka wspierał płynność i w nieskończoność utrzymywał historycznie niskie stopy procentowe.
Dodatkowo, wieczorna decyzja Białego Domu o wprowadzeniu nowych sankcji przeciw Rosji, jako wzrost napięcia geopolitycznego, spowodowała utrzymanie wysokiego popytu na amerykańską walutę do końca sesji. W dalszym ciągu widzimy potencjał do kontynuowania aprecjacji dolara.
Dziś kolejna seria publikacji. Z Polski, strefy euro i USA. Najważniejsze z nich to odczyty z sektora nieruchomości ze Stanów (pozwolenia i rozpoczęte budowy domów). Obok rynku pracy to kluczowe ogniwo amerykańskiej gospodarki. W dużej mierze decyduje o zachowaniach konsumentów.
EURPLN: Złoty utrzymuje się na stabilnym poziomie wobec tracącego w relacji do dolara euro. Kurs oscyluje wokół 4,14. Wzrosty notowań kontynuuje para USD/PLN. Bez zmian, jeśli chodzi o obraz rynku. Zyskujący na świecie dolar będzie z czasem przekładał się na łagodne osłabienie złotego wobec najważniejszych walut. Wciąż widzimy potencjał do wzrostów kursu EUR/PLN w rejon 4,17.
EURUSD: Kurs dotarł do linii trendu wyprowadzonej z minimów latem 2012 r. i przechodzącej przez dołki z lipca ub. r. Są to również ceny obserwowane ostatnio w szczycie krótkoterminowego umocnienia dolara z czerwca br. Czy dojdzie do przełamania poziomu 1,35? A jeśli tak czy wygeneruje to sygnał kontynuowania spadkowej tendencji w dłuższym horyzoncie? Fundamentalnie dolar pozostaje niedowartościowany, dlatego taki jest najbardziej prawdopodobny scenariusz. Dziś czeka nas lekki, korekcyjne odbicie kursu w rejon 1,3550/70.