Rozpoczęty sezon publikacji wyników po raz kolejny przynosi miłe zaskoczenia, jednak trudno się temu dziwić, skoro kilka tygodni wcześniej redukowano prognozy zysków spółek. Tym samym większość z nich (wczoraj eBay, IBM, General Electric, Microsoft oraz Google) przebija oczekiwania, przynajmniej te dotyczące wypracowanego zysku na akcje. Tymczasem z amerykańskiego rynku pracy i rynku nieruchomości docierają niezbyt dobre informacje. Wczoraj okazało się, że spadek liczby nowych bezrobotnych do 350 tys., opublikowany tydzień temu, nie został potwierdzony, gdyż w tym tygodniu przybyło aż 386 tys. ludzi bez pracy (prog. 365 tys.). O tej porze roku na tę figurę ma jednak duży wpływ sektor motoryzacyjny, więc dane mogą być nieco zaciemnione. Jednak już spadek sprzedaży domów na rynku wtórnym w czerwcu do 4,37 mln (z 4,62 mln w maju) każe mocno niepokoić się o sektor nieruchomości. Na dodatek jeszcze indeks aktywności gospodarczej Fed z Filadelfii wzrósł mniej niż zakładały prognozy – w lipcu osiągnął poziom -12,2 pkt, podczas gdy zakładano -8 pkt, a indeks wskaźników wyprzedzających spadł nie o 0,1 proc., ale o 0,3 proc. Po poniedziałkowym pozytywnym zaskoczeniu odczytem indeksu NY Empire State, kolejne dane wcale nie potwierdzają, że sytuacja sektora wytwórczego w USA poprawia się. To jednak nie martwi inwestorów, gdyż cały czas oczekiwania na wprowadzenie QE3 są dosyć wysokie. Mimo, że szanse na to w tym roku oceniamy na bardzo niskie, rynek w każdych kolejnych słabszych danych upatruje możliwości zmiany retoryki Fed.
Na eurodolarze wczoraj dobrych nastrojów tak bardzo widać nie było. Rentowności hiszpańskich obligacji 10-letnich po raz kolejny oscylują wokół granicznego poziomu 7 proc. Za nieudaną należy poczytywać też aukcję obligacji. Hiszpania sprzedała obligacje za 2,98 mld euro, zgodnie z maksymalnym celem oferty, jednak oprocentowanie pięciolatek wzrosło do 6,459 proc. wobec 6,072 proc. miesiąc temu. Dwuletnie papiery osiągnęły dochodowość na poziomie 5,204 proc. wobec 4,335 na aukcji czerwca. Stosunek popytu do podaży dla papierów pięcioletnich spadł do 2,06 z 3,44 w czerwcu, co może świadczyć, iż zdolności hiszpańskich banków do absorpcji rządowego długu zaczyna się wyczerpywać. Zdementowano też plotki hiszpańskiej prasy, że niewykorzystana część 100 mld EUR pomocy dla banków może zostać wykorzystana do zakupu długu publicznego. W środku dnia euro spadło względem dolara do poziom 1,2228, a obecnie utrzymuje się blisko 1,2250. Jednak wciąż aktywna jest struktura coraz wyższych dołków, zatem dalej nie można wykluczyć przebicia strefy oporu 1,23-1,2320. Mimo słabości eurodolara, polska waluta pozostaje bardzo silna. Po zakończeniu europejskiego handlu złoty zyskał do euro, ustanawiając dołek na EUR/PLN na poziomie 4,1420. Rynek coraz mocniej wycenia obniżki stóp w Polsce, przez co kapitał na rynek długu napływa coraz silniej, więc także słabsze dane z narodowej gospodarki mogą paradoksalnie poprawiać wycenę złotego.
Dzisiejsze kalendarium jest właściwie puste – czerwcowa inflacja bazowa z Polski (prog. 2,4 r/r) jest jedyną pozycją wartą uwagi, i to tylko wówczas, gdy wskaźnik będzie mocno różnił się od oczekiwań. Emocji nie powinna dostarczyć też telekonferencja ministrów finansów strefy euro, której tematem będzie pomoc dla hiszpańskiego sektora bankowego. Może mieć jednak jedynie techniczny charakter, gdyż wstępne porozumienie w tej kwestii osiągnięto już 9 lipca (pierwsza transza pomocy w wysokości 30 mld EUR ma być wypłacona do końca lipca), a wczoraj niemiecki parlament zgodził się na pomoc dla czwartej gospodarki strefy euro. Rząd w Madrycie, mimo protestów społeczeństwa, przyjął szeroki program oszczędnościowy, mający w ciągu dwóch lat wygenerować 65 mld EUR oszczędności oraz doprowadzić deficyt budżetowy do poziomu poniżej 3 proc. PKB, tym samym spełniając warunki nakładane przez KE. Wykonanie tego planu jest już melodią przyszłości, ale póki co liczy się sam fakt jego uchwalenia i rozpoczęcia wdrażania.