Wynik jest o 0,1 pkt. proc. niższy do prognoz, ale jednocześnie to najwolniejsze tempo od pierwszego kwartału 2009 r. i szósty kwartał z rzędu wolniejszej dynamiki. Z jednej strony dane pokazują, że choć sytuacja w drugiej gospodarce świata się pogarsza, to jednak nie mamy tu do czynienia z załamaniem i nie ma powodów do paniki w kontekście całej gospodarki światowej. Z drugiej strony, spowolnienie jest sygnałem dla rządu w Pekinie, aby bardziej agresywnie przystąpił do stymulowania gospodarki. Stąd de facto piątkowe dane można odbierać w pewnym sensie pozytywnie, gdyż mogą rodzić spekulacje na temat zaktywizowania polityki gospodarczej przez chińskie władze, nasilając globalny popyt na surowce i inne dobra, tym samym podpierając tempo ożywienia na świcie, co pozytywnie odbije się na wartości ryzykownych aktywów. Na razie jednak rynki finansowe chłodno podchodzą do publikacji, gdyż teraz kluczowa stała się, jak Pekin zareaguje na sytuację ekonomiczną kraju.
Ulga z powodu lepszego od przewidywań odczytu z Chin może jednak nie przynieść zauważalnej poprawy sentymentu na rynkach finansowych, a to za sprawą agencji ratingowej Moody’s, która w piątek obniżyła ocenę kredytową Włoch o dwa stopnie do poziomu Baa2. Moody’s uzasadnia decyzję istotnym ryzykiem dalszego wzrostu kosztów finansowania przez Rzym, a nawet możliwym odcięciem dostępu do rynku długu z uwagi na rosnące zagrożenia z tytułu kryzysu zadłużenia w strefie euro oraz pogarszającej się sytuacji ekonomicznej kraju. Po tym, jak w zeszłym miesiącu o międzynarodową pomoc finansową zwróciły się Hiszpania i Cypr, Włochy stały się kandydatem nr 1 na szóste państwo , które będzie potrzebować pożyczki od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Na razie premier Mario Monti wzbrania się przed takimi pomysłami, jednak perspektywy gospodarcze Włoch nie są zadowalające. Agencja Moody’s spodziewa się spadku włoskiego PKB o 2 proc. w 2012 r. Timing decyzji o cięciu ratingu wydaje się wyjątkowo pechowy z racji zaplanowanej na dziś aukcji obligacji za ponad 5 mld euro. Rentowności obligacji od wczoraj ponownie rosną, przerywając trzydniową serię spadków, i dziś dziesięcioletnie papiery ponownie wyceniane są powyżej 6 proc. Widać, że sytuacja w strefie euro w oczach agencji ratingowej nie przedstawia się tak dobrze, jak możnaby było wnioskować po spokoju panującym na rynkach finansowych na początku tego tygodnia i kolejne obniżki ratingów dla innych państw strefy euro będą miały wyraźny wpływ na nastroje rynkowe.
W kontekście rynku długu nie sposób nie wspomnieć o sytuacji na rynku polskich obligacji rządowych, gdzie wczoraj dochodowość dziesięcioletnich papierów sięgnęła sześcioletnich minimów i wyniosła 4,97 proc. Wzrost cen (tożsamy ze spadkiem oprocentowania) obligacji związany jest z komentarzem wiceministra finansów Dominika Radziwiłła, według którego resort może wypełnić planowane na 2012 r. potrzeby finansowania jeszcze w trzecim kwartale. Oznaczałoby to niższą podaż instrumentów w dalszej części roku, co skłoniło inwestorów do wcześniejszego gromadzenia polskich papierów skarbowych. Obligacje polskiego rządu cieszą się także sporym zainteresowaniem inwestorów zagranicznych, gdyż w dobie niskich stóp procentowych w głównych gospodarkach świata, polskie papiery cechują się atrakcyjną dochodowością w połączeniu ze stabilną sytuacją gospodarczą w kraju. Wzmożony popyt na instrumenty dłużne tłumaczy także odporność złotego na czwartkowe pogorszenie sentymentu na rynkach zewnętrznych. Pomimo pogłębienia dwuletnich minimów przez kurs EUR/USD, deprecjacja złotego była ograniczona w związku z silnym napływem kapitału na rynek długu. Warto jednak pamiętać, że jest druga strona medalu i intensywnie napływający do Polski kapitał zagraniczny, w sytuacji gwałtownej paniki na rynkach finansowych równie szybko może z kraju uciekać, co złoty może odczuć kilkuprocentową przeceną.