W późniejszym terminie zostanie ustalona dokładna kwota pożyczki, której spłata będzie rozłożona na kolejne 15 lat. Dwa tygodnie temu ministrowie finansów strefy euro przyznali Hiszpanii pakiet do 100 mld euro na pomoc bankom, jednak opublikowane w zeszłym tygodniu wyniki stress testów banków wskazywały na nie więcej jak 62 mld euro dokapitalizowania. Banki potrzebują unijnej pomocy, gdyż szanse na pozyskanie finansowania na rynku spadły niemal do zera po tym, jak wczoraj agencja Moody’s obcięła ratingi dla 28 hiszpańskich instytucji tuż ponad status śmieciowy, jednocześnie podtrzymując negatywną perspektywę. Rząd w Madrycie nie czekał na ustalenia zaczynającego się w czwartek szczytu liderów państw UE, a zatem można zakładać, że spotkanie nie przyniesie oczekiwanych zmian w uprawnieniach europejskich funduszy ratunkowych (EFSF i EMS), aby mogły one pożyczać środki bezpośrednio bankom z pominięciem rządów. Tym samym pożyczka obciąży bilans państwa hiszpańskiego, przez co ponownie wzrosły obawy, że w niedługim czasie Hiszpania będzie zmuszona wynegocjować pakiet także dla siebie. A ponieważ w jednym koszyku z Hiszpanią znajdują się Włochy, dość szybko może się okazać, że arsenał ratunkowy Europy jest niewystarczający. Obecnie w dyspozycji jest ok. 500 mld euro, podczas gdy zagwarantowanie finansowania dla Hiszpanii i Włoch do końca 2013 r. przekracza 610 mld euro. Po trzech dniach przerwy rentowności długu obu państw ponownie zaczęły rosnąć. Oprocentowanie na włoskich dziesięciolatkach ponownie jest powyżej 6 proc., z kolei dla hiszpańskich odpowiedników jest to już 6,62 proc. Poziom zaufania inwestorów do obu krajów będzie przetestowany na dzisiejszych aukcjach – Madryt emituje krótkoterminowe bony, a Rzym zerokuponowe obligacje.
Środków na ratowanie zadłużonych państw za chwilę będzie jeszcze mniej. W kolejce po pomoc ustawił się wczoraj Cypr, gdyż tamtejszy sektor bankowy ponosi spore straty na działalności w Grecji. I choć, z uwagi na małe rozmiary kraju, pożyczka dla Nikozji powinna wynieść zaledwie kilka miliardów euro, kolejny raz pokazuje to porażkę unijnych polityków na polu opanowania kryzysu zadłużenia. Na razie rynki finansowe nie reagują panicznie na pojawiające się informacje, jakby z nadzieją, że szczyt UE jednak przyniesie pozytywne zaskoczenie. Dotychczas wiadomo tylko, że niezmienne pozostaje stanowisko Niemiec w sprawie euroobligacji. Kanclerz Angela Merkel wczoraj określiła ten projekt jako „ekonomicznie zły” i „bezproduktywny”. Jeśli w pozostałych kwestiach (m.in. unia bankowa, ogólnoeuropejski fundusz gwarantowania depozytów) szczyt okaże się bezowocny, rynkowe rozczarowanie może przynieść zawirowania zbliżone do tych z drugiej połowy 2011 r.