Jednym z tematów może być także pomysł uruchomienia pakietu na rzecz wspierania wzrostu gospodarczego. Takie przynajmniej płyną wnioski z piątkowego spotkania przywódców Francji, Hiszpanii, Niemiec i Włoch. Na wspólnej konferencji prasowej po spotkaniu przyznali oni, że samo fiskalne zaciskanie pasa to za mało i konieczne są mechanizmy pobudzające aktywność gospodarczą. Wyrazili potrzebę utworzenia pakietu w wysokości 130 mld euro. Czy zatem najbliższy szczyt będzie przełomowy? Chyba jednak nie, gdyż w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy każdy szczyt był poprzedzony szeregiem deklaracji, na których jednak poprzestano i tylko w sytuacjach podbramkowych unijni politycy decydowali się na konkretne działania. Stąd na koniec tygodnia bardziej należy się spodziewać podtrzymania silnej retoryki i przedstawienia mapy drogowej kolejnych działań, aniżeli ostatecznych decyzji.

Dość sceptyczne nastawienie inwestorów do rezultatów spotkania liderów UE w połączeniu z mglistymi perspektywami gospodarki światowej przynosi na początek tego tygodnia defensywne położenie ryzykownych aktywów. Euro delikatnie traci na wartości i to pomimo piątkowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego, który po raz drugi na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy poluzował warunki przyjmowania aktywów pod zastaw udzielanych pożyczek. Był to ukłon w kierunku banków z peryferii strefy euro, przede wszystkim hiszpańskich i włoskich, które natrafiają na coraz większe trudności w pozyskiwaniu finansowania w reakcji na podwyższone rentowności rządowego długu. I choć sytuacja na ten moment prezentuje się dużo lepiej niż kilka dni temu (oprocentowanie hiszpańskich dziesięciolatek spada do 6,4 proc., a włoskich do 5,82 proc.), to nadal są to poziomy nie do zaakceptowania na dłuższą metę. Według słów hiszpańskiego ministra finansów dziś kraj ma oficjalnie złożyć prośbę o wsparcie finansowe dla banków, co wprawdzie z jednej strony zmniejszy zagrożenie bankructwa którejś z instytucji, ale z drugiej negatywnie odbije się na sytuacji zadłużeniowej kraju. Rozwiązaniem w tym miejscu byłoby umożliwienie europejskim funduszom ratunkowym pożyczanie pieniędzy bezpośrednio bankom, ale opór rządu niemieckiego praktycznie przekreśla taki scenariusz.

W kolejnych dniach jest spora szansa, iż w oczekiwaniu na czwartkowo-piątkowy szczyt rynki finansowe będą zachowywać się spokojnie. Z jednej strony podstaw do przesadnego optymizmu wciąż brak, z drugiej – każda kolejna negatywna informacja w coraz mniejszym stopniu stanowi zaskoczenie dla inwestorów. O ile unijni liderzy nie zrobią czegoś „szalonego” w pozytywnym tego słowa znaczeniu, o tyle po szczycie ponownie do głosu dojdą obawy o sytuację budżetową państw strefy euro, co nie wróży spokojnego okresu wakacyjnego.