Po tym jak w środę nic konkretnego nie padło z ust Mario Draghiego, inwestorzy liczyli, że wyręczy go Ben Bernanke. W międzyczasie jeszcze do działania przystąpił Ludowy Bank Chin, który pierwszy raz od 2008 r. obniżył główne stopy procentowe o 25 pb – stopa depozytowa od dziś wynosi 3,25 proc., a jednoroczna benchmarkowa stopa pożyczkowa 6,31 proc. To odpowiadało za początkowe wzrosty na giełdach i na eurodolarze. Jednak stopniowo nastroje się pogarszały. Ben Bernanke we wczorajszym wystąpieniu na forum Komitetu Ekonomicznego ograniczył się do ogólnych stwierdzeń, bez podawania konkretów ani złagodzenia tonu w porównaniu do wcześniejszych wypowiedzi. Podtrzymał zdanie o umiarkowanym rozwoju amerykańskiego gospodarki, która jednak boryka się z problemem słabego rynku pracy i aby się z nim uporać potrzebuje szybszego wzrostu. Nie potwierdził jednak, że ten wzrost będzie próbował generować Fed kolejnym programem luzowania ilościowego – padło jedynie stwierdzenie, że Rezerwa Federalna jest gotowa działać, gdyby kryzys się nasilił. Oprócz tego odniósł się do kryzysu zadłużenia w Europie, który jego zdaniem stanowi ryzyko dla amerykańskiego systemu finansowego i gospodarki, toteż należy uważnie monitorować sytuację. Jednak piłeczka i tak leży po europejskiej stronie, od której wymagałby bardziej zakrojonych działań na rzecz stabilności systemu bankowego i redukcji obaw rynków. W tej wypowiedzi prezes Fed nie zamyka drogi do QE3, ale rynki liczyły chyba na coś więcej niż takie ogólne stwierdzenia. Wobec tego może zrealizować się scenariusz korekty spadkowej na giełdach i bardziej ryzykownych walutach, tym bardziej, że wczoraj oliwy do ognia dolała agencja Fitch, obniżając rating kredytowy Hiszpanii z poziomu A do BBB, a więc aż o 3 stopnie. Aktualnie jest on niższy o 1 poziom od ratingu S&P oraz o 2 poziomy od oceny Moody’s. W uzasadnieniu do decyzji podano duże ryzyko powiększenia się kryzysu długu w tym kraju. Wg tej agencji hiszpańskie banki wymagają dokapitalizowania o 50-100 mld EUR. Wczoraj o hiszpańskim sektorze bankowym traktował też komunikat innej agencji, S&P. Wg niej do 2013 r. straty banków na złych kredytach mogą wynieść 80-112 mld EUR. Wezwała je do zwiększenia poziomu rezerw, co, biorąc pod uwagę szacowaną kwotę, byłoby tylko możliwe dzięki zewnętrznej pomocy, o czym w wywiadzie telewizyjnym mówił Jean-Michel Six, główny ekonomista na Europę agencji S&P. Te informacje powodują, że temat Hiszpanii może dziś znów być ogrywany, co będzie ciążyć na wycenie wspólnej waluty.

Mimo dużo lepszego od prognoz odczytu dynamiki PKB w I kw. w Japonii (4,7 proc. w ujęciu annualizowanym wobec oczekiwanych 4,1 proc.) indeks japońskiej giełdy NIKKEI zniżkował o 2,1 proc., a kontrakty na S&P 500 spadają o 0,6 proc. Jest to zły prognostyk na otwarcie europejskich giełd. Tym samym pod sporym znakiem zapytania może stać kontynuacja umocnienia złotego. W ciągu 4 dni względem euro zyskał on aż 16 gr, z czego wczoraj 5 gr. Dynamiczna zwyżka notowań polskiej waluty to z jednej strony zasługa dobrych nastrojów, z drugiej stabilizującej roli BGK i niskiej płynności podczas wczorajszego handlu. Biorąc jednak pod uwagę, że kontynuacja dobrych nastrojów jest niepewna, a eurodolar nie zdołał uporać się z oporem na poziomie 1,2620, należy uważać na możliwość osłabienia się złotego, chociaż i tak sytuacja techniczna powinna pozostać dla niego korzystna.

W piątek, mimo braku publikacji ważniejszych danych makroekonomicznych, nikt nie może zagwarantować niskiej zmienności. Na ruchy rynkowe na pewno nie będą wpływać takie dane jak inflacja PPI z Wlk. Brytanii, kwietniowy bilans handlu zagranicznego USA czy zapasy hurtowników. Inwestorzy będą zatem wypatrywać informacji z krajów PIIGS, ze szczególnym naciskiem na Hiszpanię – po wczorajszej obniżce ratingu przez Fitch informacje nawet o lekko negatywnym zabarwieniu mogą sprowokować mocniejszą korektę wciąż niezłych nastrojów, jakie zapanowały na rynkach w drugiej połowie tygodnia.