Spotkanie odbyło się w letniej rezydencji Baracka Obamy w Camp David, gdzie zostało przeniesione z Chicago ze względu na odbywający się tam szczyt NATO. Szczyt G-8 zdominowany został przede wszystkim przez sytuację w strefie euro, jednak ze względu na charakterystykę tego typu spotkań, nikt nie oczekiwał konkretnych działań. Ograniczono się do deklaracji o konieczności pozostania Grecji w strefie euro oraz obietnic podjęcia działań na rzecz wspierania wzrostu gospodarczego, biorąc jednak pod uwagę konieczność redukcji deficytów budżetowych. W mowie kończącej prezydent USA podkreślił znaczenie silnej i spójnej strefy euro, zapewniając, że Grecja musi w niej pozostać, jednak przy zachowaniu dyscypliny fiskalnej, do jakiej się zobowiązała. Z istotnych dla rynków kwestii warto dodać, że zwrócono także uwagę na niestabilność rynku ropy i jej wysokie ceny. Zapewniono, że grupa G-8 monitoruje pojawianie się problemów z dostawami ropy i w razie konieczności będzie wzywać Międzynarodową Agencję Energetyki do ustabilizowania rynku ropy. Dążenie do obniżenia cen tego surowca jest dobrą wiadomością dla gospodarki, jednak w tym momencie jest to jedynie wymiar deklaratywny.
Szczyt G-8 można podsumować jako zwycięstwo Baracka Obamy, który lansuje koncepcję odbudowy przez stymulację wzrostu gospodarczego. Tym samym można to też zaliczyć na konto sukcesów nowego prezydenta Francji, Francois Hollande’a, a osłabienie pozycji Niemiec przed zaplanowanym na koniec czerwca szczytem UE, promujących program restrykcyjnych cięć budżetowych w celu powrotu do dyscypliny fiskalnej. W jaki sposób ustalenia z Camp David wpłyną na rynek walutowy? Powinien być to wpływ raczej niewielki, aczkolwiek pozytywny. Rynki mogą odebrać to jako zwiększenie szansy na dogadanie się nowego greckiego rządu, jakikolwiek by nie był, z UE, MFW i ECB ws. pakietu oszczędnościowego i dalszej pomocy finansowej. Na otwarciu eurodolar zmaga się z oporem na poziomie 1,28. Ewentualne wyjście powyżej niego otworzy drogę dalszym wzrostom, a tym samym złoty miałby ułatwioną sytuację do zyskiwania na wartości. Z drugiej strony pozytywny sentyment cały czas zagrożony jest przez sytuację południa Europy. W piątek LCH.Clearnet podwyższyła depozyty na instrumenty pochodne oparte o hiszpańskie obligacje skarbowe. Podwyższenie nie jest duże i wynosi od 20 do 70 punktów bazowych w zależności od terminu zapadalności instrumentu bazowego, ale na nerwowym rynku każda tego typu informacja może odbić się wzrostem rentowności długu o więcej niż wynikałoby to z racjonalnego rachunku ekonomicznego.
Poniedziałek wygląda bardzo skromnie jeśli chodzi o odczyty danych makroekonomicznych. Dziś pojawią się tylko informacje z Polski – o godz. 14:00 GUS poda dynamikę produkcji przemysłowej w kwietniu (prog. 3,0 proc. r/r) oraz ceny produkcji sprzedanej przemysłu (prog. 4,2 proc. r/r). W przekroju całego tygodnia najważniejszym dniem z punktu widzenia danych makroekonomicznych będzie czwartek, kiedy poznamy wstępne wartości indeksów PMI z sektora przemysłowego i usług m. in. dla Chin, Niemiec i strefy euro. Nowością będzie indeks PMI tworzony przez Markit Economics dla sektora przemysłowego w USA. W tym samym dniu opublikowany będzie także ważny indeks niemieckiego Instytutu Ifo. Oprócz czwartku, teoretycznie reszta tygodnia mogłaby być spokojna, jednak za sprawą południa Europy niekoniecznie tak musi być w rzeczywistości. Rynki będą więc wyczekiwać kolejnych sondaży z Grecji, wieści z hiszpańskich banków, wyniki głosowania w hiszpańskim parlamencie nad programem oszczędnościowym oraz spoglądać na rentowności długu tych dwóch ostatnich państw. W tym kontekście warto też zwrócić uwagę na środowy nieformalny szczyt przywódców europejskich w Brukseli, gdzie Francois Hollande ma przedstawić szerzej jeden ze swoich sztandarowych projektów, tj. propozycję finansowania państw strefy euro za pomocą euroobligacji.