W tym momencie pojawiają się sondaże, w których prowadzi pro-reformatorska Nowa Demokracja, i to z takim podziałem mandatów, z jakim mogłaby stworzyć koalicję z PASOK-iem. Jeśli tym partiom uda się przekonać greckie społeczeństwo, które chce pozostania tego kraju w strefie euro, że tylko ich wybór zagwarantuje pozostanie przy euro, mogą pokusić się o zwycięstwo w wyborach. To jednak tylko jeden ze scenariuszy, a ze względu na dynamicznie zmieniającą się sytuację polityczną w Helladzie, sondaże mogą jeszcze ulec dużym zmianom. To może dostarczać rynkom niepewności, jednak w tym momencie źródło obaw nieco się zmieniło. Po pierwsze znów z USA dobiegły niepokojące informacje o tamtejszej sytuacji gospodarczej. Indeks Fed z Filadelfii zniżkował z poziomu 8,5 do -5,8 pkt, mimo prognoz zakładających wzrost do 10 pkt. Spadek poniżej poziomu 0 sygnalizuje spadek aktywności sektora przetwórczego w rejonie Pensylwanii, New Jersey i Deleware. Również zagregowany indeks wskaźników wyprzedzających spadł do -0,1 proc., podczas gdy oczekiwano wzrostu do 0,3 proc. Słabsze dane mogą przekonać inwestorów do tego, że szanse na QE3 rosną (ostatni protokół FOMC pokazał, że więcej niż na posiedzeniu marcowym członków FOMC widzi potrzebę ilościowej stymulacji gdyby gospodarka wyraźniej hamowała). W tym momencie jednak wygrywa prosta interpretacja negatywna, która współgra z bardzo słabym rynkowym sentymentem, który dominuje przez cały obecny tydzień. Do tego wciąż dochodzą problemy któregoś z krajów PIIGS. Wczoraj obawy o sytuację sektora bankowego w Hiszpanii wzbudziły prasowe spekulacje o masowym wycofywaniu depozytów z banku Bankia, który wcześniej otrzymał 4,65 mld EUR państwowej pomocy. Zostało to zdementowane, jednak już pogłoski o możliwej obniżce ratingów hiszpańskich banków okazały się prawdziwe. Wczoraj Moody’s obniżyła ratingi 16 hiszpańskim banków, m. in. największemu Banco Santander z B- do C. Agencja ta już w lutym ostrzegała, że rozważa obniżkę ratingu 114 europejskich banków. Po wcześniejszym cięciu standingu włoskim instytucjom, wczorajsza decyzja nie była niespodzianką, jednak przy panujących minorowych nastrojach każda zła informacja jest kolejnym argumentem za kontynuowaniem przeceny ryzykownych aktywów.

Kombinacja słabszych danych z amerykańskiej gospodarki oraz dalsze obawy o sytuację w krajach południa Europy była zabójczym miksem dla polskiego rynku akcji. WIG20 zniżkował wczoraj na zamknięciu sesji o prawie 3 proc. Inne europejskie giełdy poruszały się również w kierunku południowym, jednak skala przeceny była dużo mniejsza. Ze względu na słabe zamknięcie rynków na Wall Street i duże spadki podczas azjatyckiej sesji dziś również WIG20 może być pod presją sprzedających. Natomiast nieporównywalnie spokojniej było wczoraj na rynku walutowym. Eurodolar starał utrzymać się powyżej poziomu 1,27, co jednak ostatecznie mu się nie udało i powoli zmierza w stronę 1,26. Złoty po południu również zaczął niwelować wcześniejsze straty, w czym pomogła mu zapowiedź wiceprezesa NBP Witolda Kozińskiego o gotowości Narodowego Banku Centralnego do interwencji na rynku walutowym w celu obrony kursu walutowego. Przy obecnie panujących nastrojach rynek może jednak powiedzieć „sprawdzam” i przetestować, na ile słowom odpowiedzą realne akcje.

Piątkowe kalendarium świeci pustkami. Dziś jedynie GUS opublikuje dane o dynamice wynagrodzeń i zatrudnienia w kwietniu. Wg konsensusu prognoz wynagrodzenia powinny wzrosnąć o 3,9 proc. w ujęciu rocznym, a zatrudnienie o 0,5 proc. w ujęciu rocznym. Dane te nie będą jednak mieć wpływu na zachowanie złotego. Brak innych istotnych odczytów jest kolejnym argumentem za tym, że koniec tygodnia, podobnie jak początek, upłynie pod znakiem wieści z południa Europy. W weekend natomiast rynek będzie nasłuchiwał doniesień ze szczytu grupy G-8 w Camp David, gdzie jednym z głównych tematów rozmów będzie kryzys w Eurolandzie.