Oczekuje się, że podczas szczytu zostanie uzgodnione przekazanie 20 mld euro z niespożytkowanych funduszy budżetu Unii na rzecz tworzenia nowych miejsc pracy oraz podjęte zostaną decyzje w sprawie ułatwienia dostępu do finansowania dla małych i średnich przedsiębiorstw. Dla rynków finansowych ciekawsze będą informacje dotyczące pozostałych tematów. ESM, mający na stałe zastąpić dotychczasowy Europejski Fundusz Stabilności Finansowej, ma być pierwszą linią obrony w walce z kryzysem, jednak wciąż nie ma jednomyślności co do wielkości jego kapitałów. Na razie fundusz zapisane ma 500 mld euro, jednak wielu oficjeli, z premierem Włoch M. Montim oraz szefową MFW Christine Lagarde na czele, woleliby, aby fundusze ESM i EFSF zostały połączone w superfundusz z kapitałami w wysokości 750 mld euro. Jak zwykle w takich sytuacjach pierwszym sprzeciwiającym są Niemcy, a kanclerz Merkel stwierdziła, że nie będzie dyskutować na ten temat aż do następnego szczytu zaplanowanego na marzec. Zmiana stanowiska Berlina może być trudna, szczególnie w okresie przedwyborczym przy sfrustrowanej opinii publicznej, zmęczonej wykładaniem pieniędzy na bankrutów. Dlatego obecnie Merkel naciska na zatwierdzenie paktu fiskalnego, który m.in. przewiduje zapisy w konstytucjach państw dotyczące bilansowania budżetu. Jeśli to zostanie zagwarantowane, wówczas stanowisko Niemiec może ulec zmianie.
Zwiększona integracja fiskalna państw UE oraz nowy fundusz stabilizacyjny to działania, które w długim terminie uchronią Europę przed powtórką kryzysu, jednak mają nikłe znaczenie w kontekście bieżących problemów. Według nieoficjalnych doniesień, weekendowe rozmowy Grecji z wierzycielami w sprawie umorzenia części długu wprawdzie przyniosły postępy, jednak do czasu rozpoczęcia szczytu UE nie zostaną zakończone. Coraz większe wątpliwości budzi pomyślność planu naprawczego Grecji, nawet jeśli uda się uzyskać warunki satysfakcjonujące Ateny. Instytut Międzynarodowych Finansów (IIF), przedstawiciel wierzycieli w rozmowach z Grecją, reprezentuje jedynie 50 proc. prywatnych instytucji finansowych posiadających greckie obligacje, co oznacza, że pozostała grupa wierzycieli może nie przystać na uzgodnione warunki. W takim wypadku Grecja może uchwalić klauzulę zmuszającą wszystkich do partycypacji w umorzeniu, jednak skutkiem tego będzie wystąpienie tzw. „credit event”, który aktywuje kontrakty zabezpieczające przed bankructwem dłużnika (tzw. CDS). Zdarzenie to z pewnością zdestabilizuje rynki finansowe a unijni oficjele od miesięcy starają się uniknąć takiego scenariusza. W grę wchodzi jeszcze poszerzenie grona wierzycieli ponoszących straty na obligacjach o Europejski Bank Centralny (jest w posiadaniu ok. 40 mld euro długu) i takiemu rozwiązaniu przychylne są zarówno Ateny, jak i MFW. Sam EBC jest jednak przeciwny w trosce o swoją wiarygodność. Problemy Grecji z uzyskaniem porozumienia z wierzycielami mogą w najbliższym czasie stać się silnym czynnikiem psującym pozytywny sentyment, który w ostatnich dniach utrzymuje się na rynkach finansowych. Bez redukcji zadłużenia przy stuprocentowej partycypacji wierzycieli Ateny nie uzyskają drugiego pakietu ratunkowego od UE oraz MFW i staną przed widmem bankructwa. Jest spora szansa, że pociągną za sobą na dno Portugalię, o której coraz głośniej mówi się, że będzie wymagać dodatkowego zewnętrznego wsparcia finansowego, bądź będzie dążyć do umorzenia części długu na wzór Grecji. Strach przed zapaścią finansową Portugalii już uwidacznia się w rentownościach jej długu. Oprocentowanie dziesięciolatek w zeszłym tygodniu przekroczyło 15 proc., podczas gdy rentowności włoskich i hiszpańskich obligacji systematycznie malały. Zatem niewykluczone, że rynki będzie czekać powtórka z przełomu października i listopada ubiegłego roku, kiedy początkowy powrót optymizmu dość stanowczo został skorygowany.