Wąski handel w trendzie bocznym na rynku złotego jest charakterystyczny dla okresu spokoju i wyczekiwania. Wahania w kanale natomiast są uzależnione od czynników zewnętrznych i sygnałów wysyłanych przez ruchy eurodolara. Jakkolwiek zależność między obiema parami walutowymi nie jest idealna, jednak w obecnym czasie bardzo często wzrostom/spadkom eurodolara odpowiadają spadki/wzrosty eurozłotego. Czynniki wewnętrzne mają znikomy wpływ na wycenę złotego i tak na przykład dzisiejsza wypowiedź członka RPP Andrzeja Bratkowskiego, którego zdaniem wzrost gospodarczy w 2011 r. będzie powyżej 4 proc., nie przełożą się na znaczące umocnienie polskiej waluty.

Rynek eurodolara obecnie podlega dwóm siłom. Z jednej strony amerykański dolar otrzymuje wsparcie ze strony amerykańskiego rynku obligacji rządowych. Uchwała administracji amerykańskiej przedłużająca o kolejne dwa lata ulgi w podatku dochodowym i mająca na celu wzmocnienie wzrostu gospodarczego w przyszłym roku powoduje wzrost rentowności 10-letnich papierów dłużnych, która wczoraj przekroczyła 3,5 proc., najwyżej od maja. Lepsze perspektywy rysujące się przed gospodarką Stanów Zjednoczonych są powoli odzwierciedlane w prognozach wzrostu na przyszły rok, które wzrosły w ostatnim czasie średnio z 2,7 proc. do 3,5 proc. Wyższe rentowności do także atrakcyjna forma lokowania kapitału pod koniec roku, kiedy większość inwestorów nie decyduje się już na ryzykowne inwestycje i szuka spokojnego miejsca do przetrzymania środków. Oba wymienione czynniki oddziałują pozytywnie na dolara, będąc paliwem dla jego aprecjacji.

Na drugim końcu mamy euro i wciąż wiszące w powietrzu zagrożenie eskalacji kryzysu zadłużenia. Mimo iż ostatnie kilka dni przyniosło uspokojenie nastrojów i wygaśnięcie spekulacji wokół obligacji państw z grupy PIIGS, groźba rozprzestrzenienia się kryzysu nadal pozostaje otwarta. Wczoraj agencja Moody’s zagroziła Hiszpanii obniżką ratingu, wyrażając obawy o skalę potrzeb pożyczkowych państwa, zadłużenie sektora bankowego, jednakże nie spodziewa się, żeby Madryt był zmuszony do szukania pomocy finansowej od UE. O tym, z jakimi konsekwencjami będzie się wiązała decyzja agencji ratingowej przekonamy się dziś koło południa, kiedy ogłoszone zostaną wyniki aukcji obligacji hiszpańskich. Niski popyt oraz znaczny wzrost oprocentowania będą sygnałami podtrzymania obaw o sytuacje w strefie euro i zaciążą na unijnej walucie.

Dziś rozpoczyna się dwudniowy szczyt unijny, na którym głównym tematem będzie ustalenie dalszych działań w kwestii okiełznania kryzysu zadłużenia, jaki stopniowo rozlewa się po Starym Kontynencie. Liderzy UE będą dyskutować nad zmianami traktatu unijnego zezwalającymi na stworzenie mechanizmu, który zacznie obowiązywać od 2013 r., kiedy wygasną obecne fundusze pomocowe. Pod rozwagę będą też brane zmiany w obecnym mechanizmie łącznie z podwojeniem części puli przypadającej na UE, tj. 440 mld euro. Powróci także temat e-obligacji, czyli jednolitych papierów dłużnych dla wszystkich państw strefy euro. Obu pomysłom sprzeciwiają się Niemcy, największy pożyczkodawca w Unii. W pierwszym przypadku, wraz z Francją, wskazują na niskie (tylko 10 proc.) wykorzystanie obecnych środków, a zatem powiększanie funduszy obecnie nie jest potrzebne. Przeciwnego zdania jest Hiszpania, dla której powiększenie rezerwy funduszu wyeliminuje obawy o potencjalny brak środków na ratowanie Portugalii i Hiszpanii. W przypadku e-obligacji Berlin będzie najbardziej pokrzywdzony, gdyż rentowność tych papierów będzie wyższa od oprocentowania niemieckich Bundów (e-obligacje muszą uwzględnić ryzyko państw peryferyjnych) i podwyższony koszt obsługi niemieckiego długu. Stanowcze decyzje unijnych oficjeli są konieczne, aby utrzymać spokój na rynkach finansowych i wszelkie oznaki fiaska w rozmowach mogą zostać odebrane jako słabość polityków, przekładając się w najbliższym czasie na powrót wyprzedaży na europejskim rynku obligacji.

W dniu dzisiejszym notowania EUR/PLN powinny kształtować się w przedziale 3,97-4,0050, z kolei EUR/USD powinien poruszać się między 1,3180 a 1,3300.