Tym samym ministrowie przeciwstawili się presji wywieranej przez część rynku finansowego, aby zwiększyć mechanizmy pomocowe z obecnych 750 mld euro do 1 bln euro. Do takich działań nawoływał również prezes Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn, jak również sugerował, aby Europejski Bank Centralny intensywniej angażował się w skup obligacji na rynku wtórnym, powstrzymując tym samym szybki wzrost rentowności papierów. Jednak zdaniem niektórych ministrów, decyzja o zwiększeniu puli środków pomocowych oznaczałaby przegotowywanie się na ewentualne ratowanie Hiszpanii i mogłaby wprowadzić dodatkową niepewność na rynki finansowe. Przeciwna zwiększeniu mechanizmu ratunkowego była także kanclerz Niemiec Angela Merkel, która swoje stanowisko tłumaczyła dotychczasowym niskim wykorzystaniem środków. Sprzeciw kanclerz Merkel podparty jest także tym, że dodatkowe gwarancje to potencjalne wydatki Berlina, które nie spodobałyby się niemieckim obywatelom i nawet gdyby nie doszło do ich wykorzystania, końcowy efekt dla Niemiec mógłby być negatywny.
Wśród wczorajszych komentarzy europejskich oficjeli poruszano także kwestię wspólnych obligacji całej strefy euro (tzw. E-bonds), który jednak nie trafił pod bezpośrednie obrady Eurogrupy. Temat e-obligacji pojawił się już w maju, kiedy strefa euro zmuszona byłą ratować Grecję przed bankructwem. Teraz powrócił w formie mechanizmu zastępczego po 2013 roku, kiedy wygaśnie Europejski Fundusz Stabilności Finansowej. E-obligacje miały być jednolitymi papierami dłużnymi strefy euro gwarantowanymi przez wszystkich członków i tym samym miałyby powstrzymywać przed podwyższoną zmiennością cen obligacji, z jaką obecnie mamy do czynienia w przypadku długu Irlandii, Portugalii, czy Hiszpanii. Wspólne obligacje oznaczałyby rozłożenie ryzyka na wszystkie kraje Unii, zapewniając przez to ich stabilność. Pomysł niewątpliwie jest korzystny dla państw peryferyjnych Eurolandu, gdyż to właśnie silna wyprzedaż krajowych obligacji byłą początkiem problemów Grecji, Irlandii, a także może być zagrożeniem dla Portugalii. Na drugim końcu znajdują się jednak Niemcy oraz ich obligacje, uznawane za najbezpieczniejsze papiery dłużne wyceniane w euro. Pewne jest, że rentowności nowopowstałych e-obligacji będą przewyższać oprocentowanie niemieckich Bundów, zatem dla Berlina znaczyć to będzie dodatkowy koszt finansowania długu. Nie dziwi więc sprzeciw kanclerz Merkel, która dodatkowo krytykuje pomysł za ograniczenie elementu konkurencyjności z rynku obligacji, jak również usunięcie bodźców do utrzymania dyscypliny fiskalnej. Jakkolwiek pomysł e-obligacji wydaje się panaceum na część problemów strefy euro, przy stanowczym sprzeciwie największych Niemiec jest niemal niemożliwy do uchwalenia.
Poniedziałek, przy braku bodźców do zintensyfikowania handlu, upłynął na spokojnie. Eurodolar pozostawał zrównoważony przy poziomie 1,33, z kolei kurs eurozłotego oscylował wokół psychologicznego poziomu 4,0. Brak rozstrzygnięć ze spotkania Eurogrupy na razie nie wywołał poruszenia na rynku finansowym, jednakże późna pora zakończenia posiedzenia (ok. godziny 22:30) sugeruje, iż dopiero dziś rynek europejski zdyskontuje decyzje ministrów. Dalsze kształtowanie się nastrojów w tym tygodniu jest uzależnione od dzisiejszych postanowień irlandzkiego parlamentu, który będzie głosował nad budżetem na 2011 rok. Jego zatwierdzenie jest warunkiem koniecznym dla uruchomienia pakietu pomocowego od UE/MFW. Budżet powinien zostać uchwalony, pomimo krytyki opozycji, gdyż poza zawartymi w nim ostrymi cięciami wydatków Irlandia nie ma zbytnio alternatywy dla ratowania kraju przed bankructwem. Jeśli jednak budżet zostanie odrzucony, na powrót wzrosną obawy o przyszłość strefy euro.