Tak drastyczne zaostrzenie polityki monetarnej zakładane jest nawet pomimo majowych danych o stopie bezrobocia w Stanach Zjednoczonych (wzrost z 5 do 5,5 proc.), sygnalizujących wyraźne pogorszenie sytuacji na rynku pracy. Jeżeli tylko przyjąć, że dane o bezrobociu nie pokazują fałszywego obrazu amerykańskiej gospodarki, to stawiają one pod dużym znakiem zapytania trzykrotne zaostrzenie polityki monetarnej po 25 punktów bazowych do końca roku. Zwłaszcza że Fed, zdecydowanie bardziej niż np. Europejskich Bank Centralny, bardziej ukierunkowany jest na dbanie o wzrost gospodarczy, niż walkę z inflacją.

Innym czynnikiem, już o znacznie mniejszej wadze, który stawia w wątpliwość tak drastyczne podwyższanie kosztu pieniądza, są zaplanowane na 4 listopada br. wybory prezydenckie w USA. Jest wątpliwe, żeby tuż przed wyborami Fed zdecydował się na gwałtowne podwyżki stóp.

Potwierdza to statystyka. Na przestrzeni ostatnich 36 lat tylko raz stopy zdecydowanie rosły przed wyborami. Miało to miejsce przed czterema laty. W okresie maj-grudzień 2004 koszt pieniądza wzrósł z 1 proc. do 2,25 proc. Należy jednak pamiętać, że tamten wzrost kończył prawie roczny okres gdy stopa funduszy pozostawała na rekordowo niskim poziomie 1 proc. Ponadto wzrost gospodarczy w pierwszych dwóch kwartałach 2004 roku kształtował się odpowiednio na poziomie 3,9 proc. i 4 proc., podczas gdy w I kwartale br. było to 0,9 proc., a prognozy na II kwartał mówią o wzroście na poziomie 0,5 proc.