Utrata zaufania z kolei prowadzi do tego, że ludzie zaczynają wypłacać pieniądze ze swoich rachunków bankowych. Główny problem polega tutaj na tym, że nawet najbardziej odporny i najlepiej zarządzany bank może opierać się wycofaniu znacznej ilości środków tylko przez kilka dni. Potem przychodzi upadek. Aby zrozumieć wydarzenia z ostatnich dni, zacznijmy od początku.
Do czego właściwie służy bank?
Banki w zasadzie umożliwiają realizację podstawowych funkcji działalności gospodarczej. Klientów banków można podzielić na dwie grupy. Pierwszą z nich reprezentują osoby pracujące i zarabiające więcej niż wydają, które wpłacają swoje pieniądze na rachunek w banku, żywiąc nadzieję, że ich oszczędności będą zawsze dostępne. Druga grupa natomiast potrzebuje pieniędzy na swoje długoterminowe projekty. W idealnym przypadku bank wykorzystuje pieniądze oszczędzających do finansowania tych długoterminowych projektów. Taka działalność naraża go na dwa główne ryzyka, a mianowicie ryzyko czasu oraz ryzyko bankructwa projektów, na które pożyczył pieniądze.
Dwa duże ryzyka związane z działalnością banków
Ryzyko czasu w przypadku banków polega na tym, że bank będzie pożyczał krótkoterminowe aktywa na długi okres. Jest to dosyć ryzykowne przedsięwzięcie, ponieważ jeśli oszczędzający zechcą wypłacić swoje pieniądze, bank stoi przed ryzykiem, że nie będzie mieć pod ręką wystarczających zasobów pieniężnych. Aby pokryć rosnące wypłaty, bank musi przystąpić do sprzedawania własnych aktywów, nawet ze stratą. No i tak właśnie stało się w przypadku banku SVB. W przypadku niedoboru środków pieniężnych pojawia się zadanie dla banku centralnego, które polega na dostarczeniu pieniędzy do systemu, aby utrzymać go w ruchu. To jest dokładnie to, co zrobił Fed. Ryzyko czasu powoduje kryzysy finansowe. Takie kryzysy mogą być świetnymi okazjami inwestycyjnymi, ponieważ zwykle chodzi o krótkoterminowy problem, który banki centralne mogą rozwiązać. Jeżeli banki centralne zareagują na zaistniałą sytuację bez zbędnej zwłoki, kryzys będzie chwilowy, można powiedzieć, że „zwykły”. Lekarze powiedzieliby, iż chodzi o poważną grypę, ale taką, którą można wyleczyć.
Znacznie gorzej jest, gdy firmy nie są w stanie spłacić swoich zobowiązań wobec banku. Bank ponosi straty, a oszczędzający chcą wypłacić swoje pieniądze. Jednak bank również w tym przypadku nie ma pieniędzy do wypłaty. W rezultacie następuje kryzys wypłacalności. I to jest znacznie gorszy przypadek, który groził wspomnianej wcześniej Credit Suisse. Jeśli bank ma takie problemy, to najlepszym rozwiązaniem jest szybka ucieczka. Kto ucieknie pierwszy, ten wygrywa. Kryzys wypłacalności to nie grypa, ale rak systemu bankowego.
Oszczędzający, udziałowiec i posiadacz obligacji bankowych
To, w jakim stopniu dotknie nas kryzys bankowy, będzie zależało od naszej relacji z bankiem. Jeśli jest się zwykłym oszczędzającym lub posiadaczem konta, ryzyko jest raczej znikome. Depozyty osób fizycznych są ubezpieczone do 100 000 euro w Europie i 250 000 dolarów w Stanach Zjednoczonych. Jeśli wartość środków na koncie nie przekracza tych kwot, to nie trzeba się martwić. W najgorszym wypadku klient banku przez kilka dni lub tygodni nie będzie mieć dostępu do swoich oszczędności. W przypadku upadku banku SVB cała sytuacja została rozwiązana w ciągu jednego weekendu, nawet w przypadku depozytów, które nie były ubezpieczone. Kryzys ten nie miał prawie żadnego wpływu na klientów tego banku. Warren Buffett podczas swojego niedawnego wywiadu w CNBC założył się o jeden milion dolarów, że w ciągu najbliższego roku ani jeden klient nie straci swoich pieniędzy, które zdeponował w banku. Rząd Stanów Zjednoczonych zrobi wszystko, aby temu zapobiec. Brak ochrony depozytów spowodowałby prawdziwą apokalipsę. Nikt tego nie chce, więc oczywiste jest, że Buffett wygra ten zakład.
Jednakże, w przypadku akcjonariuszy i posiadaczy obligacji sytuacja jest znacznie bardziej złożona. Zawsze było tak, iż posiadacze obligacji w przypadku upadku firmy mają pierwszeństwo przed właścicielami akcji. Jednak upadek Credit Suisse to zmienił. Obligatariuszom nie wypłacono niczego, podczas gdy akcjonariusze otrzymali kilkadziesiąt centów jako rekompensatę za ogromne straty wynikające ze spadku ceny akcji Credit Suisse. W każdym przypadku obowiązuje, iż obligatariusze i akcjonariusze są dziś w bardzo ryzykownej sytuacji. Dotyczy to szczególnie banków z Europy i Stanów Zjednoczonych.
W przypadku banków polskich sytuacja jest stabilna, ponieważ prowadzą działalność na bardzo konserwatywnych zasadach. O ile nie nastąpi bankructwo czołowych polskich firm, wyraźny wzrost bezrobocia albo duży kryzys na rynku nieruchomości, to morale polskich dłużników pozostanie na dobrym poziomie. Jeśli więc chodzi o Polskę, to najgorszy rodzaj kryzysu bankowego powinien nas ominąć.