Jednak nie tylko obraz techniczny rynku EURUSD był odpowiedzialny za wyprzedaż amerykańskiej waluty, lecz przede wszystkim obawy inwestorów o stan amerykańskiej gospodarki i nadzieje na dalszy spadek stóp procentowych w USA.

Właśnie te lęki i oczekiwania znalazły w tym tygodniu silne oparcie w danych makro oraz w wydarzeniach o charakterze fundamentalnym, a przede wszystkim w wyniku lutowej inflacji CPI w USA oraz informacjach o wspólnej interwencji banków centralnych na rynku międzybankowym. Dodatkowym czynnikiem szkodzącym dolarowi jest sytuacja największych amerykańskich banków, narażonych na wielkie straty z tytułu zaangażowania na rynku ryzykownych kredytów, który znacząco zyskuje na znaczeniu w tygodniu poprzedzającym publikacje wyników za I kwartał trzech z nich: Goldman Sachs, Morgan Stanley oraz Bear Stearns.

Przedsmak tego, co nas czeka w nadchodzącym tygodniu poznaliśmy już w piątkowe popołudnie, gdy 5. największy bank inwestycyjny w USA, Bear Stearns, poinformował o trudnościach z płynnością, które zmusiły tą instytucje do zabezpieczenia finansowania awaryjnego. Źródłem niezbędnych środków ma być Rezerwa Federalna Nowego Jorku oraz J.P Morgan Chase, jednak nawet zapewnienie odpowiedniego poziomu płynnych środków nie uchroniło rynku przed nasileniem obaw o skalę skutków załamania się rynku instrumentów opartych na należnościach z tytułu kredytów sub prime. Wiadomość ta miała tak duży wpływ na decyzje inwestorów, że przyćmiła nawet optymistyczny wynik inflacji CPI w lutym (0% m/m) wywołując wyprzedaż na nowojorskim parkiecie, która zakończyła się spadkami głównych indeksów tamtejszego rynku o 1,6-2,1%.

O ile na początku tygodnia szanse na pojawienie się silniejszej korekty na rynku EURUSD były spore, to po analizie przebiegu całego tygodnia trudno znaleźć argumenty mogące w najbliższym czasie skłonić inwestorów do zakupu amerykańskiej waluty. Wydaje się, że jedyną szansą na odreagowanie silnych wzrostów eurodolara byłby zawód rynku, jeśli chodzi o zdecydowanie FED. Po ostatnim tygodniu, który z jednej strony uciszył obawy o presję cenową w USA (inflacja w lutym 0% m/m), a z drugiej stał się pożywką dla pesymizmu w odniesieniu do przyszłości amerykańskiej gospodarki (spadek sprzedaży detalicznej o 0,2% m/m oraz sytuacja sektora finansowego) rynek oczekuje, że już we wtorek FED obetnie stopy procentowe aż o 75 pkt. bazowych.

Taka obniżka stóp procentowych za oceanem jest już niemal w pełni zdyskontowana, co oznacza, że mniejszy ich spadek stałby się zapewne pretekstem do realizacji zysków z ostatniej fali wzrostów EURUSD. Nie można również wykluczyć, że niepewność co do decyzji FED powstrzyma nieco wyprzedaż dolara na początku przyszłego tygodnia, tym bardziej, że w rejonie 1,5650-1,57 znajduje się potencjalny poziom oporu, który jak na razie nie został przełamany.

Scenariusz odreagowania na rynku eurodolara staje się mało prawdopodobny, jeśli spojrzymy na sytuację w Strefie Euro, a zwłaszcza na determinację z jaką EBC trwa przy restrykcyjnym nastawieniu. Nadzieje inwestorów, którzy liczyli, że EBC zacznie w pierwszej połowie roku ciąć stopy procentowe, rozwiały się już chyba całkowicie w ubiegłym tygodniu, gdy piątkowa publikacja raportu na temat inflacji okazała się negatywnym zaskoczeniem (wzrost inflacji w lutym do 3,3% r/r wbrew oczekiwanym 3,2%). Powrót inflacji do wzrostów wraz z wcześniejszymi danymi wskazującymi na mniej dotkliwe od oczekiwań spowolnienie europejskiej gospodarki wydają się wystarczającymi przesłankami dla członków Rady Zarządzającej EBC, by powstrzymali się oni od rozluźniania polityki pieniężnej w najbliższej przyszłości, co powinno być impulsem do dalszych zakupów wspólnej waluty. Z tej perspektywy najbardziej realne wydają się dalsze wzrosty kursu EURUSD w stronę 1,5850, a nawet 1,60 i wyżej, gdyż ostateczna skala wzrostów zależeć będzie od rozwoju sytuacji na świecie, który może przynieść jeszcze sporo zaskakujących informacji.

Ubiegły tydzień, mimo iż przebiegał pod znakiem awersji do ryzyka i spadających cen akcji na światowych giełdach, nie zaszkodził złotówce, co należy uważać za potwierdzenie zaufania, jakim inwestorzy darzą naszą walutę. Oczywiście silną złotówkę zawdzięczamy przede wszystkim rekordom na rynku eurodolara oraz danym na temat inflacji CPI w lutym, która o prawda okazała się niższa od prognoz (4,2% r/r zamiast oczekiwanych 4,6%), jednak fakt, że styczniowy wynik indeksu cen konsumentów został zrewidowany w dół do poziomu 4% r/r (z 4,3%) zmienił nieco wydźwięk tych rozbieżności, gdyż jest potwierdzeniem wciąż rosnącego tempa wzrostu cen w polskiej gospodarce. W takich warunkach trudno spodziewać się złagodzenia kursu RPP, co zresztą odzwierciedlają oczekiwani inwestorów, którzy w dalszym ciągu liczą na kolejną, 25-punktową podwyżkę stóp jeszcze w tym miesiącu. W rezultacie USDPLN spadł w rejon 2,26 natomiast EURPLN zanurkował z 3,57 poniżej 3,54, a więc wciąż znajduje się w nieznacznie powyżej historycznego dołka z okolic 3,50.

Przypominając wydarzenia ubiegłego tygodnia nie sposób nie odnieść się do innych dość istotnych wydarzeń z innych rynków. Zarówno cena ropy, jak i złota, napędzane wyprzedażą dolara, wciąż silnie rosną, dzięki czemu w ubiegłym tygodniu ustanowiły nowe historyczne szczyty, przekraczając poziom odpowiednio 110 USD/bbl oraz 1000USD/oz. Rekordowe ceny złota nie są wynikiem tylko i wyłącznie przeceny amerykańskiej waluty, lecz odzwierciedlają przede wszystkim dużą awersję do ryzyka, która powróciła na światowe rynki w ubiegłym tygodniu. Redukcja ryzykownych pozycji negatywnie odbiła się na wycenach akcji, ale przede wszystkim stała się źródłem siły jena oraz franka szwajcarskiego, walut będących tradycyjnym „paliwem” strategii carry trade.

Spadek kursu USDJPY poniżej psychologicznej bariery 100, a wiec do poziomów najniższych od ponad 12 lat jest silnym technicznym sygnałem sprzedaży, co z kolei nienajlepiej wróży nastrojom inwestorów w najbliższym czasie. W nadchodzącym tygodniu będziemy więc zapewne świadkami dalszych spadków cen akcji oraz presji na waluty krajów wschodzących, w tym oczywiście złotówki, dla której największym wsparciem powinien w dalszym ciągu być rosnący eurodolar, który powinien ograniczyć skalę jej przeceny.