Europejski Bank Centralny w czwartek nie zaskoczy rynków finansowych i pozostawi stopy procentowe w strefie euro na dotychczasowym poziomie (główna stopa na poziomie 4 proc.). Rynki finansowe prognozują, że nie tylko w styczniu, ale i w całym roku 2008 koszt pieniądza się nie zmieni. To śmiała prognoza.
Jutro inwestorzy z uwagą powinni wsłuchiwać się w to, co szef ECB Jean-Claude Trichet, będzie miał do powiedzenia na konferencji prasowej po posiedzeniu banku. Przed miesiącem, po grudniowym posiedzeniu ECB, Trichet zaakcentował, że bank będzie przeciwdziałał wystąpieniu efektu drugiej rundy. Jednocześnie dając enigmatycznie do zrozumienia, że brak podwyżki wówczas, ma swe źródła tylko i wyłącznie w niestabilnej sytuacji na rynkach finansowych, wywołanej kryzysem na rynku kredytów hipotecznych.
Wystąpienie efektu drugiej rundy w strefie euro jest bardzo realne. Przyzwoity wzrost gospodarczy, rosnąca inflacja wywołana zmianami strukturalnymi na rynku żywności, niskie bezrobocie i silna podaż pieniądza, to wszystko czynniki niemal to gwarantujące. Szczególnie, że przeciwdziałanie temu zjawisku wymaga m.in. wyprzedzających podwyżek stóp, a te dotychczas nie są podejmowane. Stąd też nie byłoby niczym dziwnym, gdyby Trichet, jeżeli faktycznie chce zapobiec wystąpieniu efektu drugiej rundy, już wkrótce zakomunikował rynkom możliwość podwyżki stóp. Nie wykluczone, że pierwsze takie sugestie padną właśnie w czwartek.
Dużo większą niewiadomą jest natomiast czwartkowa decyzja Banku Anglii. Rynki prognozują, że po grudniowej obniżce stóp procentowych o 25 punktów bazowych, w styczniu Bank Anglii (BoE) nie zmieni kosztu pieniądza. Taki oczekiwania wyraża większość ankietowanych przez Reuters ekonomistów. Inny pogląd zgłasza 20 proc. z nich, którzy zakładają cięcie stóp o 25 punktów bazowych do 5,25 proc. właśnie w styczniu.
Ze wspomnianej ankiety Reutersa wynika, że kolejna obniżka stóp na Wyspach oczekiwana jest w lutym. Jak się szacuje, byłoby to pierwsze z trzech cięć po 25 pb w tym roku, które sprowadzą główną stopę do poziomu 4,75 proc.
Nie jest jednak wykluczone, że bank jednak zaskoczy rynki w czwartek. Grudniowa decyzja obniżająca stopy została bowiem podjęta jednogłośnie, co może wskazywać, że BoE wzorem amerykańskich władz monetarnych, jest zdeterminowany, żeby wspomóc gospodarkę. W tej sytuacji odwlekanie decyzji byłoby po prostu stratą czasu.
Można natomiast mieć wątpliwości, czy w 2008 roku stopy na Wyspach faktycznie spadną do 4,75 proc. z obecnych 5,5 proc. Problem inflacji, jakkolwiek obecnie nie dotyczy w istotny sposób Wielkiej Brytanii (w listopadzie 2007 roczny wskaźnik CPI wyniósł 2,2 proc.), to jest wciąż problemem żywym.
Rekordowe ceny paliw, zmiany strukturalne na rynku żywności windujące jej cenę, jak również osłabiający się od listopada funt, który już nie chroni przed wzrostem cen, mogą w kolejnych miesiącach zaowocować mocnym wzrostem inflacji. Dlatego BoE, ale to przede wszystkim dotyczy Fed-u, może być zmuszony w przyszłości inaczej reagować na kryzys subprime i wspierać gospodarkę, niż tnąc stopy.