Wiarygodna polityka banku centralnego stojącego w obliczu kryzysu płynności na rynku finansowym powinna być bardziej restrykcyjna. Banki uciekną od zapłacenia pełnego rachunku za swoje błędy w sektorze subprime, przynajmniej przez jakiś czas. Długookresowym skutkiem akcji ratunkowej Fed będzie mniejsza ostrożność sektora banków komercyjnych, które mogą „nauczyć się”, że Fed zawsze przyjdzie im z pomocą. Dostosowania sektora gospodarstw domowych doprowadzą do ograniczenia popytu konsumpcyjnego i przejściowego spowolnienia tempa wzrostu w USA. Administracja G. Busha wdroży „pakiet stymulujący”, którego zadaniem jest przejściowe powiększenie popytu. Nie można przesądzić o sukcesie bądź jego braku polityki gospodarczej w USA w obecnej chwili, ale jednej rzeczy możemy być pewni – inflacja w USA mocno wzrośnie. Wzrost inflacji jest istotnym czynnikiem strukturalnym prowokującym osłabienie kursu waluty w długim okresie gdyż realne stopy procentowe w USA mogą z powodzeniem stać się ujemne.
W reakcji na decyzję Fed dolar straszliwie stracił na wartości. Dość powiedzieć, że kurs USDPLN spadł wczoraj o około 7 groszy, a eurodolar oddał wszystko z ostatnich spadków wracając z 1,4365 na 1,46. Znamienne jest, że giełda w USA dołowała pomimo decyzji banku centralnego. Obecnie na rynku spekuluje się, że na najbliższym posiedzeniu (wczorajsza decyzja była podjęta w trybie „awaryjnym”, na nadzwyczajnym posiedzeniu FOMC) stopy w USA będą jeszcze obcinane. Sesja na GPW zakończona na plusach, ale WIG-20 jest nadal poniżej 2900 punktów. Na pocieszenie można dodać, że giełdy w Azji odbiły się w górę. Posunięcia Fed wprowadzają na rynek sporo zamieszania – reakcja rynku akcji i obligacji mówi, że to chyba jeszcze nie koniec cięć w najbliższym czasie. Na rynku walutowym efekt mógł być tylko jeden – spadki USD na których skorzystał PLN. Trzeba jednak pamiętać, że zmienność na rynku walutowym będzie w najbliższych tygodniach podwyższona i w ciągu jednego dnia handlu kursy EURPLN i USDPLN mogą podlegać wahaniom dużo większym niż zwykle.
Cenzurką dla polityki Fed będą najbliższe dane inflacyjne z USA. Inwestorzy spekulują, że „bank centralny coś wie”, np. z jego prognoz wynika, że inflację na jakiś czas udało się powstrzymać (trzeba dodać – wydaje się to wyjątkowo mało prawdopodobne). Jeśli by tak było, to zawiniła komunikacja na linii bank – rynki, ale bardziej możliwe jest to, że Stany zapłacą za błędy spółek z sektora finansowego zarówno wyższą inflacją i wolniejszym wzrostem. Polska gospodarka nie powinna się z tego powodu martwić, może ją czekać co najwyżej niewielkie spowolnienie.
W najbliższych dniach brak jest istotnych danych z Polski, inflacja bazowa wzrosła co praktycznie gwarantuje podwyżkę stóp na jednym z najbliższych posiedzeń RPP (o ile ekonomiści Rady nie wystraszą się wzrostem napięcia na globalnych rynkach finansowych). Złoty powinien powoli odzyskiwać grunt pod nogami i umacniać się do poziomu ostatnich minimów, niemniej jednak jest to prognoza obarczona sporym ryzykiem błędu.