- Stopa NBP to 3,75%, a przeciętna standardowa lokata płaci 2,37–2,46%. Dostajesz mniej więcej dwie trzecie stopy banku centralnego — resztę, około 1,3 pkt proc., zatrzymuje bank.
- To nie błąd, lecz marża. Profesjonaliści nazywają to deposit beta: jaką część stopy bank przekazuje deponentom. Im mniej odda, tym większy jego zarobek na różnicy między tym, ile pobiera za kredyty, a ile płaci za depozyty.
- Standardowy depozyt przegrywa z inflacją. Przy 2,46% i inflacji 3,1% realnie tracisz ok. 0,6% rocznie. Pełną stopę (a w promocjach nawet 7,5%) dostają głównie nowi klienci na nowe środki — to wabik, nie norma.
- Gdzie znika reszta? Widać to w wynikach. Sektor bankowy zarobił w 2025 r. rekordowe ok. 49 mld zł (z 40 mld rok wcześniej) — i to mimo cięć stóp procentowych.
- Jak odzyskać swoją część: poluj na oferty na nowe środki, wybieraj lokaty zamiast leżącego na koncie salda, negocjuj i porównuj. Na 50 000 zł różnica między standardem a pełną stopą to ok. 520 zł netto rocznie.
Luka, której nie widać na wyciągu
Mam znajomego, nazwijmy go Marek, który trzyma 50 000 zł „poduszki" na zwykłym koncie oszczędnościowym i jest z siebie zadowolony, bo „przecież coś tam kapie". Kiedy spytałem, ile dokładnie, wzruszył ramionami: „chyba ze dwa procent". No właśnie. Stopa referencyjna NBP, od której wszystko się zaczyna, wynosi 3,75%. Marek dostaje około dwóch. Gdzie jest reszta?
Nie wyparowała. Nie zjadła jej inflacja ani podatek — to osobne sprawy, do których jeszcze wrócimy. Ta różnica po prostu została w banku. I nie jest to żaden drobiazg: to fundament, na którym opiera się cały model zarabiania banku detalicznego. Zanim więc znów machniesz ręką na „te marne procenty", zobacz, jak dużą część Twoich należnych odsetek po cichu przejmuje instytucja, której powierzyłeś pieniądze.
Zacznijmy od twardych liczb. W czerwcu 2026 r. średnie oprocentowanie standardowej lokaty wynosiło 2,37% (na 3 miesiące) i 2,46% (na rok). Oferty promocyjne sięgały 2,98–3,53%, a pojedyncze „gwiazdy" rankingów nawet 7,5% — ale wyłącznie dla nowych klientów i na nowe środki. Stopa NBP przez cały ten czas trzymała się 3,75%.
Czym jest „deposit beta" i ile zatrzymuje bank
Bank zarabia na czymś, co po polsku nazwiemy marżą odsetkową: pożycza Twoje pieniądze dalej (kredyty, obligacje) po stawce zbliżonej do stopy NBP, a Tobie za nie płaci znacznie mniej. Różnica zostaje w banku. Analitycy mają na to wskaźnik — deposit beta — który mówi, jaką część zmian stopy banku centralnego instytucja przerzuca na deponentów. Im niższa beta, tym więcej bank zatrzymuje dla siebie.
Policzmy to na konkretnej lokacie rocznej. Z należnych (umownie) 3,75% dostajesz 2,46%. To znaczy, że trafia do Ciebie 66% stopy NBP, a 34% — czyli 1,29 pkt proc. — zostaje po stronie banku:
Im krótsza lokata i im bardziej „domyślny" produkt, tym gorzej dla Ciebie. Oto jak wygląda cała drabinka — i dlaczego warto wiedzieć, gdzie na niej stoisz:
| Produkt | Oprocentowanie | Ile to ze stopy NBP | Bank zatrzymuje |
|---|---|---|---|
| Lokata 3M (standard) | 2,37% | 63% | 1,38 pp |
| Lokata 12M (standard) | 2,46% | 66% | 1,29 pp |
| Lokata 12M (promocyjna) | 2,98% | 79% | 0,77 pp |
| Lokata 3M (promocyjna) | 3,53% | 94% | 0,22 pp |
| Najlepsza promocja (nowe środki) | do 7,5% | 200% | dopłaca |
Ostatni wiersz to nie pomyłka. Żeby przyciągnąć nowy kapitał, bank potrafi zapłacić więcej niż wynosi stopa NBP — czyli chwilowo do depozytu dopłacić. To klasyczny wabik: kuszące 7,5% obowiązuje zwykle przez kilka miesięcy, na ograniczoną kwotę i tylko na „nowe środki", a po promocji pieniądze lądują na oprocentowaniu bliskim zera. Bank liczy (najczęściej słusznie), że większość z nas zapomni je wtedy przenieść.
Gdzie znika reszta — rekordowe zyski mimo cięć
Jeśli zastanawiasz się, czy ta „znikająca" jedna trzecia odsetek to dużo, spójrz na wynik całego sektora. W 2025 roku banki w Polsce zarobiły na czysto rekordowe około 49 mld zł — wobec 40 mld rok wcześniej. Najbardziej zaskakujące jest to, kiedy ten rekord padł: w roku, w którym Rada Polityki Pieniężnej obniżała stopy. Teoria mówi, że niższe stopy ściskają marżę i zysk banków. Praktyka pokazała coś innego — bo gdy spadały stopy, banki jeszcze szybciej obniżały oprocentowanie depozytów, a wolniej to, co biorą za kredyty.
Innymi słowy: tę samą lukę, którą widzisz na swojej lokacie, sektor inkasuje na masową skalę. To również powód, dla którego akcje banków były gwiazdą warszawskiej giełdy — indeks WIG-Banki zyskał w 2025 r. ponad 55% (pisaliśmy, dlaczego rekordy biją też szersze indeksy, w tekście o WIG i WIG20). Krótko mówiąc: jeśli trzymasz oszczędności na nisko oprocentowanym koncie, finansujesz rekordy, na których zarabia ktoś inny.
Zobaczmy jeszcze, jak Twoje realne opcje wypadają na tle dwóch progów, które naprawdę się liczą — stopy NBP i inflacji:
Dlaczego standardowy depozyt realnie traci
Tu pojawia się druga, mniej oczywista strata. Nawet zanim bank weźmie swoją marżę, Twoje odsetki podgryzają jeszcze dwie rzeczy: inflacja i podatek Belki (19% od zysku). Standardowa lokata na 2,46% przy inflacji 3,1% daje realnie około −0,6% rocznie — czyli Twoje pieniądze, choć rosną na wyciągu, tracą siłę nabywczą. Dopiero oferty promocyjne pozwalają wyjść na zero lub niewielki plus.
Nie będziemy tu po raz kolejny rozkładać realnego zysku na czynniki — zrobiliśmy to osobno, porównując lokatę z kontem oszczędnościowym po podatku i inflacji (znajdziesz to w naszym dziale Banki). Dla tego tekstu ważny jest jeden wniosek: marża banku i inflacja działają w tę samą stronę, a ofiarą jest realna wartość Twojej poduszki. Dlatego bierność — „niech sobie leży" — jest tu najdroższą z możliwych decyzji.
Ciekawostka — mit „darmowego banku": nawet jeśli nie płacisz ani złotówki za konto, bank i tak na Tobie zarabia. Twoje saldo, które „po prostu leży", jest dla niego tanim surowcem — pożycza go dalej znacznie drożej. To dlatego konta osobiste bywają darmowe: prawdziwy zarobek nie kryje się w opłatach, lecz w różnicy między tym, ile bank bierze za kredyty, a ile płaci za Twoje depozyty. „Za darmo" rzadko znaczy „bez kosztu".
Jak odzyskać swoją część odsetek
Dobra wiadomość jest taka, że tę lukę da się w dużej mierze zasypać — i to bez ryzyka, samą higieną finansową. Oto co realnie działa:
- Nie zostawiaj dużego salda na „domyślnym" koncie. To właśnie tam oprocentowanie bywa bliskie zera. Pieniądze, których nie potrzebujesz w tym tygodniu, powinny pracować na lokacie lub dobrze oprocentowanym koncie oszczędnościowym.
- Poluj na oferty „na nowe środki". Najwyższe stawki bank rezerwuje dla nowych klientów i nowych wpłat. Rotacja między promocjami to legalny sposób, by regularnie sięgać po oprocentowanie bliskie (albo wyższe) stopie NBP. Porównania znajdziesz w naszym zestawieniu lokat.
- Pilnuj końca promocji. Zapisz w kalendarzu datę, po której stawka spada. To jeden dzień pracy rocznie, który potrafi być wart kilkaset złotych.
- Rozważ alternatywy poza bankiem. Detaliczne obligacje skarbowe czy fundusze rynku pieniężnego bywają konkurencyjne wobec lokat, zwłaszcza w wariantach indeksowanych inflacją. To nie rekomendacja, lecz przypomnienie, że bank to nie jedyny adres dla oszczędności.
- Pytaj i negocjuj. Przy większych kwotach oprocentowanie bywa negocjowalne, a sama groźba przeniesienia środków potrafi odblokować lepszą ofertę.
Ile to warte w praktyce? Na 50 000 zł różnica między standardową lokatą (2,46%) a pełną stopą rzędu 3,75% to około 645 zł brutto, czyli ok. 520 zł netto rocznie po podatku Belki. Za jeden wieczór z porównywarką i kilkoma przelewami — niezła stawka godzinowa. A jeśli dopiero zaczynasz porządkować finanse, zacznij od podstaw: od dobrego konta osobistego, na którym nie tracisz na opłatach, i od oddzielenia bieżących pieniędzy od oszczędności, które powinny zarabiać.
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego bank płaci mniej, niż wynosi stopa NBP?
Bo różnica to jego zarobek. Bank pożycza pieniądze dalej (głównie jako kredyty) po stawce zbliżonej do rynkowej, a za Twój depozyt płaci wyraźnie mniej. Ta różnica, nazywana marżą odsetkową, jest podstawowym źródłem dochodu banku detalicznego. Stopa NBP wyznacza jedynie punkt odniesienia — to, ile z niej trafi do deponenta, zależy od polityki cenowej banku i konkurencji o depozyty.
Co to jest „deposit beta"?
To wskaźnik pokazujący, jaką część zmiany stopy banku centralnego bank przenosi na oprocentowanie depozytów. Beta równa 1 oznaczałaby, że każda podwyżka czy obniżka stopy NBP w pełni przekłada się na Twoją lokatę. W praktyce beta jest znacznie niższa, zwłaszcza dla kont oszczędnościowych i przy spadających stopach — banki chętnie i szybko obniżają oprocentowanie depozytów, a podnoszą je niechętnie i z opóźnieniem.
Czy promocyjne lokaty na 7% są uczciwe?
Tak, ale obwarowane warunkami. Najwyższe stawki dotyczą zwykle nowych klientów, „nowych środków" (pieniędzy dotąd nietrzymanych w danym banku), ograniczonej kwoty i krótkiego okresu. Po zakończeniu promocji oprocentowanie spada, często blisko zera. To realna okazja dla osób, które aktywnie rotują oszczędnościami i pilnują dat — ale pułapka dla tych, którzy zostawią środki „na potem".
Czy na lokacie da się dziś realnie zarobić?
Standardowa lokata (ok. 2,4%) przy inflacji 3,1% realnie traci około 0,6% rocznie, a po doliczeniu podatku Belki strata jest nieco większa. Realnie wyjść na plus pozwalają dopiero oferty promocyjne zbliżone do stopy NBP lub ją przekraczające oraz produkty indeksowane inflacją. Kluczowe jest więc nie samo „założenie lokaty", lecz wybór takiej, która pokonuje inflację po podatku.
Skoro banki tyle zarabiają, czy moje pieniądze są bezpieczne?
Depozyty w bankach działających w Polsce są objęte gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego do równowartości 100 000 euro na osobę w danym banku. Wysokie zyski sektora oznaczają raczej jego dobrą kondycję. Pamiętaj jednak, że gwarancje BFG dotyczą depozytów, a nie produktów inwestycyjnych, oraz że limit liczy się osobno dla każdego banku — przy większych kwotach warto rozłożyć środki.
Materiał ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady inwestycyjnej, podatkowej ani rekomendacji w rozumieniu przepisów. Oprocentowanie i dane rynkowe odzwierciedlają stan na czerwiec 2026 r. i mogą ulec zmianie. Szczegóły: wyłączenie odpowiedzialności. Analiza: Jarosław Wasiński.