O ile jeszcze kilka tygodni temu notowania ropy naftowej rosły na skutek wydarzeń politycznych (głównie konfliktu na Bliskim Wschodzie), to obecnie inwestorzy z powrotem zaczynają kłaść akcent na rynkowe fundamenty. A te sprzyjają bardziej stronie podażowej.
Po pierwsze, wiele wskazuje na to, że stopy procentowe w USA utrzymają się na dotychczasowym poziomie do połowy 2024 roku – szanse na wcześniejsze obniżki są niewielkie, zwłaszcza w obliczu ostatnich słów Jerome Powella o tym, że inflacja nadal jest daleko od celu i wciąż wymaga aktywnego tamowania.
Po drugie, dane makro, które pojawiły się w ostatnich dniach w Chinach, USA i Europie, wskazują na wątłą kondycję sektora przemysłowego oraz ogólnie niezbyt dobre nastroje w biznesie. Dynamika wzrostu gospodarczego w kluczowych krajach świata nie jest może tragiczna, ale jest na tyle niewielka, że wspiera scenariusz stłumionego popytu na ropę na świecie.
Po trzecie, zapasy ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych wzrosły. Co prawda sam Departament Energii w tym tygodniu nie opublikował danych ze względu na zapowiadane kwestie techniczne, ale Amerykański Instytut Paliw oszacował, że zwyżka zapasów była ostatnio wyjątkowo duża.
Po czwarte, produkcja ropy w USA wciąż rośnie. Mimo spadku cen ropy naftowej w połowie bieżącego roku i oczekiwań zmniejszonej produkcji na skutek niższych cen, już w sierpniu produkcja ropy w tym kraju powróciła do poziomów sprzed pandemii i w ostatnich miesiącach nadal rosła.
Argumentów przemawiających za niskimi cenami ropy naftowej jest wiele, aczkolwiek warto mieć na uwadze to, że przecena obserwowana na rynku ropy w ostatnich dniach była dynamiczna, a notowania tego surowca dotarły do okolic technicznego wyprzedania. To niekoniecznie musi oznaczać duże odbicie notowań, ale sprzyja scenariuszowi przynajmniej delikatnego odreagowania.
ZŁOTO
Dwuznaczna reakcja złota na komunikat Powella.
W tym tygodniu na rynku złota dominuje strona podażowa. Wczoraj ceny kruszcu przekroczyły w dół na chwile nawet poziom 1950 USD za uncję docierając tym samym do najniższego poziomu od ponad trzech tygodni. Okolice 1950 USD za uncję okazały się jednak skutecznym wsparciem dla cen złota, bo wczorajsza sesja zakończyła się na plusie i powrocie notowań w rejony 1960 USD za uncję, w których notowania poruszają się także dzisiaj.
Wczorajsze słowa szefa Fed, Jerome Powella, na rynek złota zadziałały dwutorowo. Z jednej strony, zapowiedź kontynuacji walki z inflacją i utrzymywania się podwyższonych stóp procentowych w USA przez dłuższy czas jest czynnikiem tłumiącym zwyżki notowań złota. Z drugiej strony, jastrzębie nastawienie Fed budzi obawy o kondycję amerykańskiej gospodarki, tym samym zwiększając atrakcyjność kruszcu jako tzw. bezpiecznej przystani.
W rezultacie, dzisiaj notowania złota poruszają się praktycznie bez kierunku, jedynie delikatnie korygując ruch wzrostowy z czwartku. Tym samym, cena kruszcu znajduje się na drodze do drugiej tygodniowej zniżki z kolei.