Nie ma jednak wątpliwości, iż sporą część odpowiedzialności za dobrą postawę byków w Warszawie ma presja wzrostowa z rynków bazowych. Po wczorajszym rozdaniu wrześniowa zwyżka MSCI Emerging Markets zbliżała się do 4 procent i WIG20 czytelnie odstawał od dobrej postawy innych rynków wschodzących. Pomocny był również mocniejszy złoty, który od początku sesji zyskiwał wobec euro i dolara mimo oczekiwania na kolejny rating dla polskiego długu. Wspólnym mianownikiem dla każdego z tych elementów jest słabsza postawa dolara i optymizm rynków rozwiniętych, który zyskiwały ostatnio na wartości dzięki zapomnianej już nieco postawie „im gorzej, tym lepiej”. Kluczem do wzrostów jest rosnące przekonanie, iż mimo jastrzębich sygnałów ze strony przedstawicieli Fed, Rezerwa Federalna kolejny raz zostanie zmuszona do odłożenia swojego marzenia o podwyżce stóp procentowych na wrześniowym posiedzeniu FOMC. W istocie seria słabszych od oczekiwań odczytów z amerykańskiej gospodarki z letnim, z punktu widzenia polityki Fed, raportem z rynku pracy za sierpień są zmiennymi, na bazie których GPW mogła szukać dziś zwyżek i które będą miały znaczenie w trakcie kolejnych sesji. Tylko technicznie patrząc wyjście WIG20 poza strefę oporów w rejonie 1804-1800 pkt. oznacza zakończenie konsolidacji w strefie 1800-1750 pkt. i skierowanie uwagi na rejon 1850 pkt., gdzie należy lokować kolejną strefę oporów, kończącą się na sierpniowym szczycie w rejonie 1869 pkt. W szerszej perspektywie patrząc ciągle trudno mówić o przełomie, gdy WIG20 pozostaje w środku dużej konsolidacji, której granicami są rejony 1650 pkt. i 2000 pkt. Rynek ujęty w tej perspektywie ciągle czeka na ważne wydarzenia techniczne, które pozostają kwestią dalszej niż bliższej przyszłości.