Podczas sesji azjatyckiej indeks Shanghai Composite zakończył notowania z prawie 8,5% stratą – wyprzedaż nie ominęła innych największych azjatyckich giełd - Hang Seng stracił blisko 5%, a japoński Nikkei 225 prawie 4,5%. Pesymistyczne nastoje inwestorów z Azji tradycyjnie przeniosły się na parkiety giełdowe w Europie. Handel na niemieckiej giełdzie rozpoczął się od dużej luki spadkowej – DAX znalazł się w okolicach 9750 punktów, czyli na najniższym poziomie od stycznia tego roku. Wygląda jednak na to, że część inwestorów uznała te poziomy za dobrą okazję do kupna, gdyż od momentu rozpoczęcia handlu na giełdzie we Frankfurcie jesteśmy świadkami wzrostów oraz próby domknięcia porannej luki spadkowej. To jednak nie zmienia ogólnego obrazu rynku giełdowego, który w przeciągu ostatnich dwóch tygodni stał się bardzo pesymistyczny. Od momentu dewaluacji juana ze światowych giełd odpłynęło około 5 bilionów dolarów i wygląda na to, że inwestorzy czekają na ruch ze strony Ludowego Banku Chin, który może zostać zmuszony do podjęcia kolejnych interwencji – czy w postaci obniżenia poziomu stóp procentowych, czy bezpośrednich interwencji na rynku, które miałyby zatrzymać tamtejszą giełdę przed kolejną paniczną wyprzedażą.
Jeżeli chodzi o nasz krajowy rynek, to WIG20 traci aktualnie prawie 3%, jednak największą uwagę warto zwrócić na spółkę Bogdanka, która traci obecnie prawie 25%. Notowania tej spółki rozpoczęły się z blisko 30 minutowym opóźnieniem, w związku z ogromną podażą akcji na rozpoczęciu sesji, która zepchnęła kurs akcji do najniższego poziomu w historii. Wśród pozostałych komponentów indeksu WIG20 panują spadki – wszystkie spółki zaliczane do grona blue chipów świecą na czerwono. KGHM traci ponad 6%, w związku z kolejną wyprzedażą na rynku surowców, która pogłębia spadki cen miedzi.
Na rynku walutowym widoczny jest odpływ kapitału od rynku dolara amerykańskiego. Perspektywa pierwszej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, wraz z obecną sytuacją związaną z Chinami oraz wyprzedażą na światowych giełdach, staje się coraz mniej prawdopodobna. Rynek kontraktów na stopę procentową wycenia wrześniową podwyżkę z jedynie 30% prawdopodobieństwem – dla porównania jeszcze na początku sierpnia było szanse wynosiły blisko 60%. Beneficjentem takiej sytuacji jest euro, które w notowaniach w stosunku do dolara zbliża się do dawno niewidzianego poziomu 1,15. Aprecjacja wspólnej waluty na pewno nie jest na rękę przedstawicielom Europejskiego Banku Centralnego oraz czołowym politykom największych gospodarek eurolandu, którzy wielokrotnie podkreślali, że niski kurs euro jest niezbędny do dalszej odbudowy gospodarczej w strefie euro. Dlatego nie powinno być zdziwieniem, jeżeli w tym tygodniu dojdzie do werbalnych interwencji ze strony przedstawicieli EBC, czy ze strony innych europejskich polityków, którzy będą starali się zatrzymać obecną aprecjację wspólnej waluty. Globalny wzrost ryzyka powoduję transfer kapitału w stronę aktywów zaliczanych do grupy najbezpieczniejszych – od początku sesji zyskują waluty takie jak frank szwajcarski oraz jen japoński.